Robert Ratajczak

adwokat

Adwokat specjalizujący się w zagadnieniach własności intelektualnej, ze szczególnym uwzględnieniem praw autorskich oraz międzynarodowej ochrony własności intelektualnej.
[Więcej >>>]

Skontaktuj się

Zdrowych i Wesołych !

Robert Ratajczak23 grudnia 2013Komentarze (0)

8355715898_8d48a59e3cWitaj !

Pisząc tego posta tak sobie myślę, że gdyby nie kalendarz codziennie odpalany w outlooku i zamieszanie zakupowe w ostatni weekend to mógłbym nie zauważyć, że wielkimi krokami zbliżają się Święta.

Na pewno pogoda za oknem nie pomaga w przestawieniu się na „świąteczny tryb” 🙂

Tak więc skoro już jesteśmy w temacie Świąt, chciałbym życzyć Tobie zdrowych, radosnych i nade wszystko rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia.

Wykorzystaj te kilka dni by zwolnić, odpocząć, nacieszyć się rodziną 🙂

Photo Credit: _Hadock_ via Compfight cc

Licencja na używanie znaku towarowego

Robert Ratajczak05 grudnia 20133 komentarze

rebel-sell-2009_l-211x300Czy wiesz co jest najczęściej, lub przynajmniej bardzo często przedmiotem licencji ? Znak towarowy.

Dlaczego akurat znak towarowy? Jest to trochę znak czasów: intensywny rozwój gospodarki wolnorynkowej, wiodąca rola przedsiębiorstw prywatnych, rozwój i wzrost znaczenia prawa własności intelektualnej, aż w końcu rozsądek.Co mam na myśli pisząc o rozsądku ?

Cóż, po pierwsze znak towarowy jest bardzo wdzięcznym narzędziem optymalizacji podatkowej, o czym z pewnością Tobie kiedyś opowiem, co więcej myślę nad stworzeniem w tym temacie osobnej kategorii bloga. W końcu każdy z nas przedsiębiorców koniec końców „szuka” kosztów 🙂 Czyż nie ?

Po drugie, dochody z tytułu licencji są coraz częściej istotną częścią budżetu przedsiębiorców. Jest to również dobre narzędzie do pozyskiwania nowych rynków zbytu.

Jest oczywiście parę podstawowych założeń, które muszą być spełnione aby temat licencji na znak był warty zachodu: musi za nim stać produkt dostatecznie rozróżniany wśród innych na rynku i wyróżniający się jakością (najlepiej). W ten sposób buduje się markę, a co za tym idzie zwiększamy szanse na osiągnięcie sukcesu. Dopiero bowiem znak za którym stoi marka o „jakiejś” pozycji staje się efektywnym narzędziem. Pomyśl np. o znakach pokroju Nike, Adidas, Zara ale również rozejrzyj się za znakami „lokalnymi” – właśnie to mam na myśli.

Oczywiście nowe, świeże znaki również mogą być przedmiotem licencji, jednak na zdrowy rozsądek przy nowych markach za którymi stoi taki znak, trudno się spodziewać wymiernego wynagrodzenia z tytułu udzielonej licencji, co więcej, trudno znaleźć chętnego na nią. Temat ten wygląda odrobinę inaczej w przypadku grupy podmiotów mających de facto jednego właściciela (np. grupa spółek), ale o tym kiedy indziej.

Na potrzeby niniejszego wpisu nie będę się rozpisywał czym jest znak towarowy. Jeśli chciałbyś się dowiedzieć czegoś więcej o znakach towarowych to polecam Ci lekturę bloga Mikołaja Lecha o tej tematyce. Myślę jednak, że intuicyjnie każdy z nas rozpoznaje gdy ma z nim (znakiem) do czynienia – szczególnie w czasach gdy tzw. branding jest coraz bardziej modny 🙂

Temat będzie z pewnością kontynuowany 🙂
Photo credit: CHRISTOPHER DOMBRES / Foter.com / CC BY

7163627005_99a4931b3cWitaj,

Wczoraj ukazał się ciekawy artykuł ws. batalii jaką stoczyć musiał Google ws. udostępniania skanowanych książek w sieci.

Artykuł możesz przeczytać >tutaj<

Oczywiście, proces o którym mowa w ww. artykule wytoczono w USA….

Z racji tego że już parę osób o to pytało, postanowiłem napisać parę słów jak wygląda kopiowanie, kserowanie np. książek u nas.

Po pierwsze – czy kserowanie/kopiowanie np. książek jest w ogóle dozwolone ? Tak, jest to możliwe w ramach dozwolonego użytku osobistego. O dozwolonym użytku możesz przeczytać choćby >tutaj<.

Po drugie – czy możesz kserować/kopiować tylko część materiałów czy całość? Uważam, że nie ma tutaj żadnego ograniczenia (o ile jest zachowany warunek ad.1) i można kopiować cały materiał źródłowy.

Po trzecie – czy kserowane/kopiowane przez Ciebie materiały mogą być dowolnie „rozprowadzane” i udostępniane ? Nie, patrz pkt. 1,

Po czwarte – co z punktami ksero ? Cóż, tutaj osoby prowadzące taki biznes płacą za pośrednictwem OZZ 3% wpływów z tego tytułu na rzecz twórców i wydawców.

Jest sobota, więc dzisiaj krótko 🙂

Photo Credit: Gwendal_ via Compfight cc

344489013_6d048a4963Witaj,

okres wakacyjny, narodziny potomka, intensywny rozwój kancelarii, rebranding…jest wiele powodów dla których systematyczność wpisów ucierpiała w ostatnim czasie.Taki splot okoliczności już raczej w najbliższym czasie nie nastąpi :).

Dziś chciałbym ci napisać o kwestii wybitnie praktycznej – co zrobić gdy wygraliśmy sprawę w sądzie i…….cisza, tj. pozwany ani myśli zrealizować korzystne dla Ciebie rozstrzygnięcie Sądu.

W tym wpisie skupie się na egzekucji rozstrzygnięcia nakładającego na pozwanego obowiązek złożenia jednokrotnego lub wielokrotnego oświadczenia w prasie lub innym medium.

O ile bowiem intuicja podpowiada nam co należy zrobić by uzyskać zasądzone na Twoją rzecz pieniądze (o tym napisze jeszcze w jednym z kolejnych wpisów), o tyle ze świadczeniem niepieniężnym jest już problem.

Rozwiązanie problemu jest dość proste i zależy jednocześnie od tego na jakim etapie o tej kwestii pomyślimy.

1. Etap sporządzania pozwu:

Jeżeli jednym z naszych roszczeń jest to opisane wyżej, to warto już pisząc pozew i określając czego się domagamy, odpowiednio się zabezpieczyć na wypadek gdyby pozwany nie chciał realizować niekorzystnego dla siebie rozstrzygnięcia.

Robi się to w ten sposób, że już w pozwie wnioskujemy o upoważnienie dla nas do zastępczego wykonania orzeczenia w tym zakresie (oświadczenie w prasie/innym medium), na koszt pozwanego, na wypadek gdyby ten w terminie x dni od daty uprawomocnienia orzeczenia nie wykonał go dobrowolnie.

W takim wypadku, gdy zajdzie taka konieczność, wysyłamy oświadczenie do odpowiedniego medium, następnie przedkładamy koszty takiej publikacji i egzekwujemy jak zwykłą należność pieniężną u komornika.

2. Etap po zakończeniu sprawy:

Często jest jednak tak, iż aż tak zapobiegliwi nie jesteśmy i orientujemy się w sytuacji już po fakcie: tj. nie złożyliśmy wniosku jak w pkt 1 w pozwie, Sąd wydał wyrok i nie wspomniał słowem o upoważnieniu dla nas do zastępczego wykonania tego obowiązku na koszt pozwanego. Czy to oznacza, że już nie ma szans na wyegzekwowanie takiego roszczenia ? Na szczęście nie 🙂

Otóż należy wtedy zawiadomić o tym fakcie sąd w okręgu którego ma być wykonana ww. czynność (złożone oświadczenie), ten natomiast wezwie dłużnika do realizacji obowiązku złożenia oświadczenia, zaś gdy dłużnik nie wykona tego obowiązku to sąd upoważni nas do wykonania tego na jego koszt – de facto więc jest koniec końców taka sama sytuacja jak w pkt 1, tylko droga do sukcesu jest dłuższa 🙂

W obu opisanych przypadkach istnieje również możliwość przyznania przez sąd na Twoja rzecz odpowiedniej sumy od dłużnika, tak byś mógł zrealizować obowiązek który zlekceważył dłużnik

Jak widzisz, sytuacja jest zatem dość prosta i wszystkie argumenty są w Twoich rękach 🙂

Miłego weekendu !

PS – obserwuj uważnie blog i stronę kancelarii, nadchodzi czas zmian 🙂

Photo Credit: Trois T?tes (TT) via Compfight cc

274748989_b5604be3d3Upłynęło już trochę czasu od ostatnich wpisów dotyczących tematyki, myślę najbardziej interesującej większość twórców lub też uprawnionych z tytułu praw autorskich – ochrona praw autorskich w sądzie.

Dla przypomnienia, póki co powstały dwa wpisy >wpis nr 1< oraz >wpis nr 2<.

Statystyki odwiedzin wskazują, że tematy te cieszą się największą popularnością, więc myślę że czas kontynuować zagadnienie.

Przy okazji ostatniego wpisu z tej serii zwróciłem Tobie uwagę na kluczową kwestię – dowody. Jak już pisałem jest to kluczowy temat, by móc w ogóle wymagać od sądu uwzględnienia naszego roszczenia.

Dziś chciałbym tą kwestię rozwinąć, skupiając się przy tym na naruszeniu praw autorskich w internecie, gdyż z tym zagadnieniem mamy obecnie najczęściej do czynienia.

W jednym z moich wpisów zwracałem Twoją uwagę również na użyteczność usług notariusza w procesie przygotowywania się do procesu sądowego. Otóż dziś rozwinę temat dlaczego – jak uważam – warto poświęcić odrobinę czasu i pieniędzy na usługi rejenta.

W jaki sposób – poza protokołami notarialnymi – strony zabezpieczają dowodowo fakt i zakres naruszenia praw autorskich ? Z mojej praktyki wynika, że są to następujące sposoby:

– wydruk ze strony internetowej,

– screenshot,

– zapisanie treści strony do pliku.

Żebyś mnie dobrze zrozumiał. Nie kwestionuję wartości dowodowej takiego zabezpieczenia faktu i zakresu naruszenia praw autorskich. Powiedziałbym również, że część sądów również tak zabezpieczony materiał dowodowy uznaje za wystarczający. Niebezpieczeństwo jednak wynika z dwóch możliwych scenariuszy:

– pierwszy jest taki, że drugą stronę procesu będzie reprezentował zawodowy fachowy pełnomocnik, który skutecznie zasieje ziarno wątpliwości co do autentyczności i nienaruszalności tak zabezpieczonych dowodów,

– drugim możliwym scenariuszem jest wątpliwe (dla Ciebie jako powoda) szczęście trafienia na sąd, który uzna jednak że tak zabezpieczone dowody w połączeniu z sensowną linią obrony pozwanego nie są wystarczające by dowieść naruszenia praw autorskich.

Pojawia się pewnie pytanie dlaczego ?

W przypadku zabezpieczenia dowodów w sposób powyżej przeze mnie opisany (wydruk, screenshot, zapis do pliku), zawsze można polemizować czy aby nie doszło do celowej modyfikacji w materiał końcowy. Nie będę tutaj szczegółowo od strony technicznej opisywał jak i co można kwestionować, oraz jakie wątpliwości interpretacyjne (kpc) wynikają z uznaniem takich metod zabezpieczenia za pełnoprawne dowody, niemniej jednak zaznaczę tylko zasadnicze wątpliwości:

1. w przypadku wydruku istnieje możliwość zaznaczenia zakresu wydruku. W ten sposób osoba wysyłająca dane do drukarki ma realny wpływ na to co pokazuje sądowi, co w oczywisty sposób wypacza wartość takiego dowodu.

2. w przypadku tzw. screenshota (zrzut ekranu) wydaje się, że jest najmniej wątpliwości. Technicznie bowiem po naciśnięciu klawisza PrintScreen i otwarciu Painta wklejamy całą zawartość ekranu, którą następnie zapisujemy do pliku. Tak jest w teorii. Niemniej jednak po pierwsze tzw. zrzut można wykonąć także w inny sposób (chociażby programem 'Narzędzie Wycinanie’ w Windows7), co już daje nam możliwość dowolnego zaznaczania zakresu robionego zrzutu ekranu. Nawet jednak gdy używamy standardowej opcji PrintScreen to po wklejeniu zawartości do Painta czy też innego programu do obróbki graficznej, możemy taki obraz swobodnie modyfikować i tylko od naszej wyobraźni i umiejętności zależy efekt końcowy.

3. w przypadku zapisu treści strony do pliku ,strona taka traci swój zasadniczy charakter. Pliki tworzące stronę są zapisywane na komputer osoby dokonującej zapisu, stając się plikami prywatnymi. Ponownie, możliwość ich modyfikacji jest nieomal nieograniczona. Edycji dokonujemy dowolnym programem, jak choćby notatnikiem. Sęk w tym, że bardzo trudno takie zmiany później „wyśledzić”, a czasem jest to w zasadzie niemożliwe.

Owszem, powód może się bronić przed takimi zarzutami wnioskując o opinię biegłego,lub czasem kilku biegłych o wąskich specjalnościach.

To jednak generuje koszty, czas i nerwy, a przecież tego właśnie chcemy uniknąć lub co najmniej zminimalizować 🙂

Mam nadzieję, że wpis okaże się przydatny. Koniec końców jest to Twoja decyzja jak zabezpieczysz dowody które składasz do sądu. Ważne by była to decyzja świadoma.

Miłej reszty długiego (nie dla wszystkich) weekendu 🙂

Autorem zdjęcia powyżej jest Ann Althouse