Robert Ratajczak

adwokat

Adwokat specjalizujący się w zagadnieniach własności intelektualnej, ze szczególnym uwzględnieniem praw autorskich oraz międzynarodowej ochrony własności intelektualnej.
[Więcej >>>]

Skontaktuj się

Press clipping

Robert Ratajczak16 lutego 20132 komentarze

3011133774_be75f23783-289x300Witam po dłuższej przerwie.

Jeśli od czasu od czasu do czasu zaglądasz na mój profil na FB, to doskonale wiesz skąd ona wynika 🙂

Chciałbym dziś Tobie opowiedzieć o problemie z którym spotyka się coraz większa część moich klientów.

Mowa o tzw. press clipping czyli potocznie rzecz ujmując o działalności opartej na monitorowaniu mediów. Najczęściej działa to w ten sposób, iż otwieramy stronę, na której bądź to skupiamy się na danym zakresie wiadomości (np. polityka) bądź też monitorujemy większy ich zakres, dzieląc je na kategorie (np. komputery, moda, plotki, nieruchomości etc). Stosowane na stronie mechanizmy skanują sprecyzowane przez nas uprzednio źródła, na bieżąco je uaktualniając. Klient chodząc na taką stronę ma podane wszystko – w interesującym go temacie/tematach – na tacy. Jak się pewnie domyślasz regułą jest, iż takie działanie nie jest poprzedzone zgodą np. wydawców czy też autorów takich tekstów.

Powstaje zasadnicze pytanie, czy taka działalność narusza prawa autorskie ?

By móc odpowiedzieć na to pytanie chciałbym najpierw wyjaśnić Ci parę kwestii, które z reguły osoby prowadzące tego typu działalność podnoszą na uzasadnienie twierdzenia, iż działalność taka jest zgodna z prawem.

Argument pierwszydozwolony użytek osobisty. Chybiony.

Dozwolony użytek osobisty polega na tym, iż wolno bez zezwolenia twórcy (lub podmiotu uprawnionego z praw autorskich) nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego, jednakże zakres własnego użytku osobistego obejmuje jedynie korzystanie z pojedynczych egzemplarzy utworów przez krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego. Stosunek, który istnieje między podmiotem prowadzącym press clipping a jego klientami (niezależnie od tego czy dostęp do treści odbywa się odpłatnie czy też nieodpłatnie) nie może być kwalifikowany jako mieszczący się w powyższym zakresie, mamy tutaj bowiem do czynienia ze stosunkiem gospodarczym. Chyba, że press clipping prowadzisz np. jedynie dla wujka, cioci, rodziców i narzeczonej 🙂

Argument drugi – prawo przedruku. Chybiony

Prawo przedruku mówi o tym, że wolno rozpowszechniać w celach informacyjnych w prasie, radiu, telewizji lub internecie już rozpowszechnione aktualne artykuły na tematy polityczne, gospodarcze lub religijne, chyba że zostało wyrażone zastrzeżenie, że ich dalsze rozpowszechnianie jest zabronione, za wynagrodzeniem dla twórcy (lub podmiotu uprawnionego z praw autorskich). Po pierwsze zatem, ww. przypadek dotyczy jedynie wąskiego zakresu materiałów, tj. politycznych, gospodarczych lub religijnych. Po drugie, press clipping musi dotyczyć artykułów posiadających walor aktualności.

O ile zatem prass clipping spełnia częściowo lub w całości pierwszy z warunków oraz w całości drugi z warunków (aktualność), o tyle niestety takie strony nie spełniają pozostałych warunków umożliwiających powoływanie się na tę odmianę dozwolonego użytku. Podmiot wykonujący tzw. press clipping, mimo że udostępnia nagłówki artykułów w internecie, nie czyni tego jako środek masowego przekazu ? tj. prasy dostarczającej informację szerokiemu odbiorcy. Strona taka dociera jedynie do pojedynczych (w powyższym rozumieniu) odbiorców, w warunkach indywidualnie skonstruowanego przekazu.

Również nie może być mowy o powoływaniu się na art. 30 PrAut (dot. ośrodków informacji lub dokumentacji).

Jeśli zatem prowadzisz tego typu działalność, nie uzyskałeś zgody podmiotów uprawnionych na taką eksploatację skanowanych przez Twoją stronę utworów, to….może pojawić się problem.

Ok, co zatem należy zrobić aby uporządkować Twoją sytuację prawną?

Rozwiązanie jest proste, (co nie znaczy że będzie tanie) – należy uzyskać licencję od podmiotów uprawnionych. Tylko tyle lub aż tyle. Nie demonizowałbym jednak już na starcie. Zanim wystartujesz z tego typu działalnością (na której z czasem pewnie chciałbyś zarabiać) skontaktuj się z odpowiednimi podmiotami. Porozmawiaj. Ustal warunki. Nie trudno sobie wyobrazić, że tego typu projekty przysparzają również dodatkowych ruch stronom, z których skanują artykuły. Często zatem również w interesie takich portali będzie zaproponowanie korzystnych warunków do umowy licencyjnej. Z mojej praktyki wiem, że dwa z kilku(nastu) dużych serwisów informacyjnych w PL nie robią większych problemów w tego typu współpracą.

Powodzenia !

Photo Credit: D.Reichardt via Compfight cc

Witam,

Dziś w Gazecie Prawnej ukazał się ciekawy artykuł.

Po raz pierwszy widać czarno na białym jak wygląda redystrybucja tantiem na rzecz twórców w poszczególnych organizacjach.

Zachęcam do lektury 🙂

PS. dane finansowe dotyczą roku 2011.

Artykuł możesz znaleźć >tutaj<

Photo Credit: Louish Pixel via Compfight cc

Megaupload ver. 2 ?

Robert Ratajczak20 stycznia 2013Komentarze (0)

Dziś przeglądając internet zauważyłem informację, która szczerze mówiąc zbytnio mnie nie zdziwiła.

Z pewnością kojarzysz nijakiego Kim Dotcom’a, twórcę serwisu Megaupload.

Niedawno minął rok od zamknięcia tej strony.

Wykorzystując chwilę wolności oraz uzyskanie z powrotem prawa dostępu do internetu Kim otworzył nową stronę, ogłaszając wszem i wobec, że jest to większa, lepsza etc wersja poprzedniej.

Polecam artykuł umieszczony dziś na Gazeta.pl

W najbliższej przyszłości z pewnością nie odmówię sobie prawa przejrzenia regulaminu nowego tworu Kima, zaś swoimi uwagami podzielę się z Tobą na blogu.

Grafika autorstwa ?K

Jakiś czas temu zapoczątkowałem cykl wpisów dotyczących umów przenoszących autorskie prawa majątkowe oraz umów licencyjnych. Pierwsze dwa wpisy możesz znaleźć >tutaj< oraz >tutaj<

Mam nadzieję, że te wpisy przybliżyły Ci czym tak naprawdę są obie umowy, których często wiele osób nie rozróżnia. Zanim jednak przejdę do porównania obu umów i wskazania różnic i podobieństw a także praktycznych wskazówek kiedy jaką umowę warto stosować, chciałbym napisać Ci dziś jeszcze parę słów o rodzajach umów licencyjnych.

Skoro umowa licencyjna jest umową o korzystanie z utworu, to praktyka uczy że umowy te mogą mieć wieloraki kształt. I faktycznie tak jest. Spójrzmy.

  • Licencje wyłączne i niewyłączne:

Licencjonodawca niekoniecznie może chcieć ograniczać się do umożliwienia korzystania ze swoich utworów tylko jednemu licencjonobiorcy. Zależność jest tutaj zresztą prosta. Jeśli potencjalny nabywca licencji chce mieć wyłączność w tym zakresie co do ustalonych pól eksploatacji to jasnym jest, że taka wyłączność kosztuje odpowiednio więcej aniżeli licencja niewyłączna, czyli taka która umożliwia Ci korzystanie z utworu/utworów, bez prawa wyłączności. Warto również, by osoba która zamierza podpisać licencję wyłączną zwróciła uwagę, by w jej treści znalazło się postanowienie zobowiązujące licencjonodawcę by nie korzystał on z utworu w zakresie objętym licencją. Pamiętać należy również o tym, że licencja wyłączna musi mieć formę pisemną, pod rygorem nieważności.

  • Licencje zawierane na czas określony i nieokreślony:

Ten podział jest dość intuicyjny. Ale zacznijmy od początku. Co się dzieje w przypadku gdy strony w umowie licencyjnej nie określiły w ogóle tematu czasu obowiązywania umowy? Wtedy zgodnie z ustawą PrAut uważa się taką licencję za zawartą na czas określony 5 lat. Po upływie tego okresu uprawnienie licencjonobiorcy wygasa. Zarówno w tym przypadku jak i w sytuacji gdy strony określiły w umowie czas jej obowiązywania i nie przekracza on 5 lat, to umowy takie można wypowiedzieć jedynie gdy taką możliwość przewidziano w treści umowy. Jest to zresztą ogólna zasada umów zawieranych na czas określony.

Jest jeszcze druga możliwość. Otóż strony mogą zawrzeć umowę na czas określony powyżej 5 lat lub też na czas nieokreślony. Licencja zawarta na czas powyżej 5 lat, po upływie 5 lat przekształca się w licencję zawartą na czas nieoznaczony.

Jak widać, magiczną barierą przy ocenie umów jest okres 5 lat. Nie zapominaj również o tym, by unikać sytuacji gdy okres obowiązywania licencji był dłuższy niż okres ochrony prawa którego licencja dotyczy 🙂

  • licencje „wolnościowe”

 Temat licencji open source, open content oraz CC był już poruszany przynajmniej częściowo w przeszłości na blogu. Wpisy możesz znaleźć >tutaj< oraz >tutaj<

  • licencje „półkowe / sklepowe”

Rynek dość szybko zorientował się, że standardowe umowy licencyjne w masowym obrocie nie sprawdzą się. Trudno bowiem wyobrazić sobie sytuację, w której twórcy dajmy na to filmu BR, który chcemy kupić zawierał bezpośrednio z nami licencję na korzystanie z tego filmu. Tak też wykształciły się licencje celofanowe. Licencja ta dotyczy takich produktów jak filmy, gry, oprogramowanie komputerowe. W tym przypadku sprzedawca zawiera z nami umowę sprzedaży, zaś „pośrednik-dystrybutor” twórcy zawiera z nami umowę licencji, warunki której są uwidocznione często już na opakowaniu. Ważne jest to, że zdjęcie opakowania powoduje zawarcie umowy. Skąd ta nazwa? Celofan to opakowanie w którym dystrybuuje się ww. produkty 🙂

Jest jeszcze kilka innych rodzajów licencji (licencje click-wrap chociażby), aczkolwiek myślę, że ww. przykłady wystarczą Ci b w miarę swobodnie poruszać się w tym temacie.

Jeszcze słowo o sublicencjach. Jest to sytuacja w której licencjonobiorca upoważnia osobę trzecią do korzystania z utworu, w zakresie objętym licencją ( i zarabia na tym). Nie ma tutaj dowolności. Sytuacja taka może zajść tylko gdy strony umowy licencyjnej taką możliwość przewidziały. Gdyby licencjonobiorca mimo braku takiego uprawnienia udzielił sublicencji, to taka sublicencja jest nieważna i powoduje odpowiedzialność względem osoby trzeciej.

Kolejny wpis dotyczyć będzie porównania obu typów umów (licencji oraz umów przenoszących autorskie prawa majątkowe).

Póki co, życzę Ci spokojnej resztki weekendu 🙂

Foto powyżej autorstwa storebukkebruse?a.

258931782_2405cbac2d-300x199Dziś kontynuacja ostatniego wpisu dotyczącego Instagramu.

Zmianie uległ tytuł pierwszego wpisu oraz siłą rzeczy dzisiejszego wpisu.

Z czego to wynika? Być może z jednej strony z lenistwa a być może z tego, że tak na dobrą sprawę znaczna większość użytkowników różnego rodzaju portali społecznościowych (jak FB czy właśnie Instagram) nie czyta regulaminów. Tym samym jakiekolwiek szczegółowe porównywanie pozbawione jest sensu. Skupiłem się na ocenie regulaminu w nadchodzącym niebawem brzmieniu. To tyle tytułem (przydługiego) wstępu 🙂

Czy wiesz skąd w ogóle w połowie grudnia podniósł się lament w sprawie dotyczącej Instagramu? Otóż okazało się, że Instagram będzie mógł sprzedawać Twój kontent podmiotom trzecim bez jakiejkolwiek rekompensaty dla Ciebie. Nie chodziło zatem o obawy „przejęcia” praw autorskich do twojego kontentu. Biorąc pod uwagę fakt, że w kwietniu 2012 roku Instagram miał 30 mln użytkowników i grubo ponad 100 mln zdjęć, sieć zawrzała. Teraz wiesz już co skłoniło mnie do pochylenia się nad tematem :).

Przejdźmy do kontynuacji czwartkowego wpisu.

Z treści regulaminu wynika, że to polityka prywatności (PP) miała dać nam wskazówki nt. zawartej licencji. Spójrzmy zatem.

Część 3 PP rozpoczyna się dobrze: Instagram nie sprzeda ani nie „wypożyczy” twoich informacji podmiotom trzecim bez twojej zgody. Czy to dotyczy również kontentu czy tylko danych osobowych, adresowych i in. ? Bez wątpienia, co wynika z brzmienia PP, w zakres „informacji” wchodzi również kontent, czyli zdjęcia w tym przypadku.

Jest jednak jedno „ale” (jak zawsze zresztą, prawda ?).

Powyższa zasada nie dotyczy następujących sytuacji:

a) informacje takie jak ciasteczka, logi, lokalizacja są udostępniane service providerom by usprawnić działaniu usługi;

b) powyższe mogą być również udostępniane zewnętrznym firmom reklamowym dy (choć nie tylko) odpowiednio spersonalizować reklamy kierowane do Ciebie, lecz tylko w ramach Instargamu (jak sądzę);

c) Instagram rezerwuje sobie również prawo do dzielenia się informacjami z innymi podmiotami, po odpowiednim zapewnieniu by dane te uniemożliwiały Twoją identyfikację w innym celu.

Główna zasada jest zatem jasna i klarowna (nie sprzedają i nie 'wypożyczają’). Osobiście uważam, że pierwszy z wyjątków jest koniecznością by Instagram mógł sensownie działać. Drugi, jest niestety znakiem naszych czasów i specyfiką działań podobnych serwisów (wewnętrzne reklamy) i Instagram od zawsze mógł to robić. Na czymś musi zarabiać mając rosnącą bazę użytkowników.

Czy ostatni z ww. wyjątków może niepokoić ?

Teoretycznie, może bowiem być tak, że Twoje zdjęcia (kontent jest częścią informacji w rozumieniu PP), po drobnym retuszu, powędrują w sieć bez Twojej wiedzy. Jeśli jednak miałbym wskazać jakiś kierunek interpretacji tego zapisu to myślę, że chodzi tutaj raczej o inne dane aniżeli kontent. Zapis w tym zakresie jest dość ogólny, stąd jest tutaj z jednej strony furtka dla Instagramu  drugiej pole do wielu interpretacji. Instagram dość szybko reaguje na opinie swoich użytkowników, stąd myślę że tego zapisu nie wykorzysta w taki sposób jaki jest tutaj dyskutowany. Ot, moje prawnicze przeczucie :).

Wróćmy na końcu z powrotem do regulaminu.

Punkt 2 sekcji 'Prawa’ wyjaśnia nam w jaki sposób naasz kontent może być wykorzystamy w celach reklamowych. Reklamy i promocje mogą być wykorzystywane ’on, about or in conjunction with your content’. Co to oznacza ? Ano to, że reklamodawca płacąc Instagramowi ma prawo do wyświetlania Twojego kontentu i innych informacji tylko w połączeniu z płatnym lub sponsorowanym kontentem Instagramu (który Instagram chce rozwinąć).

Co więcej, ani Instagram ani reklamodawca nie ma prawa modyfikować Twojego kontentu zakupionego w celach reklamowych. Paradoks, bowiem w poprzedniej wersji regulaminu takie prawo miał. Reklamodawca nie może zatem 'kupić’ Twojego zdjęcia, zmodyfikować go, dodać swoje logo i rozkręcić machinę kampanii reklamowej :).

Co z odpłatnością zawartej między Tobą a Instagramem licencji?

Cóż, kwestia tantiem została opisana w poprzednim wpisie. Mam natomiast wątpliwości co do samego wynagrodzenia z tytułu zawarcia licencji. W regulaminie stoi fully paid. Takie sformułowanie znaczy mniej więcej, że licencja została opłacona z góry. Jeśli faktycznie taki ma być sens tego zapisu to mamy do czynienia z fikcją, chyba że np. Tobie Instagram zapłacił 🙂

Temat jest interesujący, na tą chwilę nie znalazłem satysfakcjonującej odpowiedzi, z pewnością jednak dam znać na blogu jak wyjaśnię tą kwestię. Pamiętaj jednak, że Instagram jest już częścią FB, a co do nieodpłatności udzielanej im licencji nie może być mowy. Niech to będzie wskazówka jak najprawdopodobniej Instagram widzi temat odpłatności :).

Prawem właściwym w myśl regulaminu jest Prawo Stanu Kalifornia. Jest również klauzula arbitrażowa, z opcją opt-out. Właściwym sądem jest Sąd w Santa Clara, Kalifornia. Ale to nie jest chyba dla Ciebie zaskoczeniem 😉 Nie znaczy to, że z takimi zapisami nie można walczyć. Ale o tym innym razem 🙂

Da napisania, już w 2013 roku !

Zdjęcie powyżej autorstwa ThomasThomas.