Robert Ratajczak

adwokat

Adwokat specjalizujący się w zagadnieniach własności intelektualnej, ze szczególnym uwzględnieniem praw autorskich oraz międzynarodowej ochrony własności intelektualnej.
[Więcej >>>]

Skontaktuj się

3554448803_4bff9cd73e-300x199Pozostajemy w tematyce internetu.

Niniejszy wpis jest niejako kontynuacją, w pewnym zakresie, poprzedniego wpisu i dotyczy sytuacji dostawców usług np. hostingu oraz dysponentów stron internetowych.

Każdy z nas wie czym są linki i jak bardzo ułatwiają nam one życie. Powiem więcej, nie wyobrażam sobie przeglądania internetu bez tego rozwiązania. Powszechność zastosowania linków powoduje, że bardzo często dochodzić może do sytuacji kiedy jesteśmy kierowania na strony na których zamieszczono treści łamiące prawa autorskie.

Samo odesłanie do konkretnej strony nie stanowi jeszcze naruszenia prawa, w tym autorskiego. Przemawiają za tym względy czysto praktyczne. Na tym przecież poniekąd w chwili obecnej polega dostęp do informacji. Dlatego jasnym jest, że np. nie ma wymogu posiadania zgody osoby uprawnionej do strony do której dany link odsyła.

Co się jednak dzieje gdy link zamieszczony na naszej stronie odsyła do strony na której znajdują się materiały naruszające prawa autorskie ?

Pewnie to zależałoby od tego gdzie jesteśmy :). Za oceanami jest tak, że strona która działa w ten sposób, że za pośrednictwem wyszukiwarki umożliwia odszukiwanie interesujących nas rzeczy i następnie „linkuje” do stron na których umożliwia się dostęp do bezprawnych materiałów naruszających prawa autorskie, implikuje od razu założenie, że usługodawca nie popisał się – najoględniej mówiąc – w weryfikacji tego czy przypadkiem owe linki nie prowadzą do materiałów naruszających prawa autorskie.

Na szczęście dla usługodawców i zwykłych użytkowników tworzących i posiadających strony internetowe „u nas”, regulacje europejskie są łagodniejsze dla nich. Jeśli linki zamieszczają użytkownicy naszej strony, nie mamy obowiązku ich weryfikacji. Jeśli natomiast okaże się, że linki prowadzą do materiałów naruszających prawa autorskie, to od tej chwili musimy dopełnić obowiązków o których mowa w dyrektywie o handlu elektronicznym a także o których była mowa w poprzednim wpisie (najogólniej rzecz ujmując uniemożliwiamy dostęp do stron końcowych, tj. usuwamy linki). Jeśli tego zaniechamy to są wszelkie podstawy do tego by przyjąć, że mamy do czynienia z pomocnictwem w naruszeniu praw autorskich.

Sytuacja w naszym ustawodawstwie nie może zresztą wyglądać inaczej.

Skoro istnieje dozwolony użytek (art. 23 i nast. PrAut), a tym samym użytkownik końcowy (np. „gość” na naszej stronie który klika link i przenosi się na stronę na której są dajmy na to filmy albo mp3) ma prawo do korzystania z utworów, także offline, z założeniem jednak że spełniono ustawowe warunki, to trudno byłoby uznać za racjonalne takie ukształtowanie odpowiedzialności usługodawcy czy też właściciela strony internetowej, zgodnie z którą „tylko” linkowanie do tych stron rodziłoby odpowiedzialność za naruszenie praw autorskich. Przecież finalnie nie możemy mieć pewności, że taki „gość”, który za pośrednictwem naszej strony został przekierowany na stronę na której zamieszczono ww. materiały, przekroczy granice dozwolonego użytku 🙂

Zupełnie osobną kwestią jest sprawa: linkowania do tzw. podstron, tj. z ominięciem strony głównej (tzw. głębokie linkowanie), zamieszczania w opisie linków np. tytułów utworów i ich fragmentów czy też tzw. miniatur graficznych (choć to się tyczy raczej wyszukiwarek) – o tym napiszę Ci z pewnością niebawem.

PS. Ciekawa dyskusja wywiązała się na fanpage’u bloga, dotycząca tym razem tzw. hotlinkowania. Zapraszam do lektury. Tytułem zakończenia, jak widać linkowanie linkowaniu nierówne 🙂

Autor obrazka powyżej: Federico_Morando

Witam Ciebie.

Dzisiejszym wpisem chciałbym zapoczątkować cykl wpisów dotyczących szeroko pojętej odpowiedzialności za naruszenie praw autorskich w internecie.

Niewątpliwie osoba, której prawa autorskie zostały naruszone w sieci kierować winna pierwsze kroki do dostawcy usług internetowych (tzw. internet service provider, ISP). Dlaczego? Cóż, powody są prozaiczne. Po pierwsze, najłatwiej taki podmiot zidentyfikować. Po drugie dzięki temu mamy największe szanse na to by ISP zablokował dostęp do tych treści co pozwoli nam – teoretycznie – ograniczyć skalę strat finansowych z tytułu naruszenia praw autorskich do utworu i przystąpić do dochodzenia roszczeń względem osoby naruszającej nasze prawa.

Zacznijmy jednak od początku.

Inaczej wygląda odpowiedzialność ISP w przypadku tzw. prostego przekazu, inaczej w przypadku tzw. cachingu a jeszcze inaczej w sytuacji świadczenia usług hostingu i tym samym w każdym z tych wypadków ISP musi spełnić określone warunki by zwolnić się od odpowiedzialności za naruszenie praw autorskich przez treści, które „przechodzą” przez infrastrukturę ISP. Mimo trudnych nazw, z ww. usługami mamy do czynienia na co dzień.

1. Jeśli do naruszenia praw autorskich doszło w związku z transmisją danych (tzw. prosty przekaz) to dla zwolnienia się od odpowiedzialności ISP koniecznym jest by: ISP nie było inicjatorem transmisji, nie wybierało odbiorcy informacji jak również by nie doszło do usunięcia lub modyfikacji takiej informacji. Powyższe warunki rozciągnięto również na przypadki obejmujące krótkotrwałe przechowywanie transmitowanych treści celem przeprowadzenia transmisji. Warto pamiętać również o poglądach np J.Barty i R.Markiewicza zgodnie z którymi wyłączenie odpowiedzialności ISP w zw. ze świadczeniem powyższych usług możliwe jest już przy spełnieniu warunków z art. 23(1) PrAut, który to przepis należy traktować jako przepis szczególny względem art. 12 ustawy.

2. Dostęp do niektórych stron internetowych, serwisów odbywa się z wykorzystaniem tzw. cachingu. Jeśli miałbym Tobie to w kilku słowach wyjaśnić na czym polega caching to polega to m.in. na tym, że zawartość ww. stron jest przechowywana na urządzeniach ISP i tam na bieżąco aktualizowana. Dzięki temu gdy wchodzisz na taką stronę, to jej zawartość nie jest już kopiowana na Twój komputer bezpośrednio z tejże strony lecz od ISP. Technicznie zapewnia to szybszy dostęp do takich stron. Uwierz mi na słowo, tak jest :).

Co się dzieje gdy w związku z taką usługą dochodzi do naruszenia praw autorskich ? ISP obroni się przed Twoimi roszczeniami gdy: a) nie usuwa i nie modyfikuje danych b) posługuje się technikami które zapewniają określone parametry dostępu do danych i ich aktualizowania c) poprzez ich stosowanie (ww. technik) nie zakłóca działań służących zbieraniu informacji nt. zgromadzonych danych. Gdy mimo zachowania powyższych wymogów ISP uzyska informację, nt. usunięcia określonych treści z takich stron, uniemożliwienia dostępu do nich albo też gdy sąd nakazał ich usunięcie lub też uniemożliwienie dostępu do nich, ISP musi niezwłocznie zareagować i usunąć te treści lub zablokować od nich dostęp.

3. Najczęściej do naruszenia praw autorskich dochodzi w związku ze świadczeniem usługi tzw. hostingu, czyli przechowywania danych na serwerze operatora.

Tutaj okolicznością wyłączającą odpowiedzialność ISP jest brak wiedzy o tym, że dane treści naruszają w tym przypadku prawa autorskie.W sytuacji natomiast gdy taki usługodawca uzyska urzędowe zawiadomienie lub wiarygodną informację o bezprawności przechowywanych danych musi niezwłocznie uniemożliwić do nich dostęp.

Jak zawsze jednak diabeł tkwi w szczegółach.

Po pierwsze rodzą się wątpliwości czy np. dysponując urzędowym zawiadomieniem ISP czekać musi na jego uprawomocnienie (np. postanowienie sądu) ? Po drugie, problemem jest brak zdefiniowania wiarygodnej informacji. To ISP zatem każdorazowo musi oceniać co jest wiarygodną informacją a co nie. Nie muszę chyba pisać, że zdanie ISP w tym zakresie oraz osób uprawnionych z tytułu praw autorskich, które takie naruszenie zgłaszają są często rozbieżne 🙁

Niestety unijne przepisy nie znają instytucji notice and take down znanej z amerykańskiej ustawy DMCA.

Odpowiedzialność w zakresie hostingu o której mowa powyżej dotyczy jedynie wzajemnej odpowiedzialności pomiędzy ISP a osobą trzecią. Innym razem napiszę Ci jak wygląda sytuacja prawną usługobiorcy takiej usługi gdy okaże się, że doszło do bezpodstawnego zablokowania takiej osobie dostępu do jej treści przechowywanych na serwerach usługodawcy.

Chciałbym byś pamiętał o jeszcze jednej bardzo ważnej rzeczy: podmioty świadczące opisane przeze mnie powyżej usługi nie mają obowiązku sprawdzania przekazywanych, przechowywanych lub udostępnianych danych pod kątem naruszenia praw osób trzecich. Ich odpowiedzialność powstaje dopiero w sytuacji niedopełnienia obowiązków o których mowa powyżej. Nie możesz nigdy opierać roszczenia na tym, że ISP nie sprawdzał co przesyła lub udostępnia.

Temat uważam za bardzo życiowy, dlatego też potraktuj ten wpis jako obszerne słowo wstępu, które znajdzie swoją kontynuację wkrótce 🙂

Jako adwokat dość często mam styczność z prawem karnym, również w zakresie prawa autorskiego.

Dlatego też chciałbym Tobie dzisiaj napisać parę słów na temat odpowiedzialności karnej za naruszenie praw autorskich.

Musisz bowiem pamiętać, że konsekwencje naruszenia praw autorskich nie są jedynie ograniczone do kwestii roszczeń cywilnych, ale bardzo często określone zachowania naruszające te prawa wypełniają również znamiona czynów zabronionych.

Jakie zachowania są karalne? Spójrzmy:

1) rozpowszechnianie bez podania danych identyfikujących osobę uprawnioną,

2) przywłaszczenie autorstwa, lub wprowadzania w tym zakresie w błąd (plagiat, w tym plagiat odwrócony),

3) nieuprawnione rozpowszechnianie utworów,

4) nieuprawnione utrwalanie lub zwielokrotnianie celem ich dalszego rozpowszechniania (pamiętacie czasy „bazarków” przy różnego rodzaju akademikach ?),

5) obrót nielegalnym kopiami,

6) wytwarzanie, obrót urządzeniami służącymi do niedozwolonego usuwania lub obchodzenia zabezpieczeń przed odtwarzaniem, przegrywaniem, zwielokrotnianiem utworów,

7) uniemożliwianie, utrudnianie wykonywania prawa kontroli korzystania z utworu.

Jakie sankcje przewidziano za powyższe czyny? to zależy od danego czynu, granice jednak wahają się od kary grzywny aż po 5 lat pozbawienia wolności (oczywiście nie każdy czyn jest tak penalizowany). Zagrożenie karą wzrasta z reguły w przypadku działania w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, uczynienia z procederu źródła stałego dochodu, uczynienia z tego działalności przestępnej, kierowania lub organizowania taką działalnością.

Większość z ww. czynów, choć nie wszystkie, ścigana jest na wniosek pokrzywdzonego. 

Często uprawnienia pokrzywdzonego przysługują także właściwej organizacji zbiorowego zarządzania.

Jak widzisz, nieznajomość prawa autorskiego rodzi bardzo poważne konsekwencje, często zapłacić można niestety w dwojaki sposób….i finansowy i karny.

By jednak nie kończyć wpisu pesymistycznie przypominam Ci, że istnieje jeszcze instytucja warunkowego zawieszenia wykonania kary 🙂

Witam Ciebie ponownie 🙂

Czas generalnych remontów domowych – który spowodował dłuższą przerwę w aktualizacji bloga – dobiegł wreszcie ku końcowi. Dzięki Bogu !

Dziś chciałbym Ciebie zainteresować bardzo życiowym tematem.

Czy zastanawiałeś się kiedyś czy prawa autorskie podlegają dziedziczeniu? Otóż tak, choć pamiętaj, że dotyczy to jedynie autorskich praw majątkowych.

Wynika to z faktu, że autorskie prawa majątkowe mogę przejść na inną osobę w drodze czynności prawnej  lub też na skutek określonego zdarzenia, np. śmierci osoby uprawnionej. Śmierć zatem osoby uprawnionej (niekoniecznie twórcy) powoduje przejście autorskich praw majątkowych na spadkobierców takiej osoby.

Podstawą spadkobrania może być ustawa (przepisy  art. 931 i nast. kc), testament (przepisy art. 941 i nast. kc) lub w końcu zapis, czyli rozrządzenie testamentowe zobowiązujące spadkobiercę do spełnienia określonego świadczenia majątkowego (941 i nast. kc).

Co podlega dziedziczeniu ?

Oprócz autorskich praw majątkowych dziedziczone mogą być również inne prawa majątkowe wynikające z autorskich praw majątkowych, takie jak choćby prawo do opłat z tytułu zwielokrotniania utworu, prawo do wynagrodzenia z tytułu korzystania z utworu w ramach dozwolonego użytku publicznego czy też wynagrodzenie z tytułu eksploatacji utworu audiowizualnego.

Pamiętaj, że do spadku wchodzą także – co do zasady – prawa i obowiązki obligacyjne wynikające z umów dotyczących autorskich praw majątkowych oraz roszczenia z tytułu ich naruszenia.

Pomimo nieprzenoszalności i niezbywalności autorskich praw osobistych podzielam osobiście poglądy niektórych autorów, zgodnie z którymi w skład spadku wchodzą również roszczenia o zadośćuczynienie za naruszenie tychże, o tyle jednak o ile zostało ono uznane na piśmie lub też gdy powództwo wytoczono za życia twórcy.

Ok, co jednak nie wchodzi w skład spadku?

Nie podlegają dziedziczeniu prawa ściśle związane z osobą twórcy. Będą to zatem wszelkie zobowiązania związane z indywidualnymi, własciwymi tylko danej osobie, przymiotami twórcy, w związku z którymi doszło do zawarcia umowy. Mona Lisy w końcu nie namaluje dziecko Leonarda da Vinci 🙂 (jeśli jakichkolwiek zstępnych w ogóle posiadał..) Dlatego też obowiązki takie wygasają z chwila śmierci osoby zobowiązanej.

Mam  nadzieję, że dzisiejszy wpis kiedyś się Tobie przyda w życiu. Mam bowiem wrażenie, również płynące z praktyki sądowej, że bardzo często w przypadku postępowań spadkowych nikt nawet nie pyta o autorskie prawa majątkowe, a szkoda :).

Witam Ciebie,

Dzisiejszy wpis jest … inny.

Jak już zdążyłeś zauważyć ten blog jest tworzony z myślą o Tobie. Dlatego uważam, że poza aktualnościami oraz wszelkimi innymi, nazwijmy je „tematycznymi” wpisami, warto byś zapoznał się z podstawowymi informacjami na temat autorytetów w dziedzinie prawa autorskiego.

Dzisiaj chciałbym Tobie przybliżyć sylwetkę dr hab. Ewy Ferenc-Szydełko.

Ewa Ferenc-Szydełko odbyła studia prawnicze na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Na tej uczelni obroniła pracę doktorską (1990r.) oraz habilitację (2001r.).  Przez okres niemal 20 lat była związana z Uniwersytetem Szczecińskim, obecnie kieruje Zakładem Prawa Cywilnego i Prawa Własności Intelektualnej Uniwersytetu Opolskiego.

Pani doktor specjalizuje się w prawie własności intelektualnej.

Polecam Ci w szczególności 2 pozycje z dorobku Ewy Ferenc-Szydełko: pracę habilitacyjną pt. Prawo autorskie na ziemiach polskich do 1926 roku oraz komentarz z 2011 roku Ustawa prawo autorskie i prawa pokrewne wydawnictwa CH BECK pod red. ww. Dlaczego polecam Tobie akurat te 2 pozycje?

Praca habilitacyjna to doskonałe źródło wiedzy na temat prawnoautorskich regulacji sprzed 1926 roku, po lekturze której zaskoczony będziesz gdy porównasz je do obecnej ustawy.

Komentarz do ustawy prawo autorskie i prawa pokrewne jest z kolei napisany bardzo przystępnym językiem z jednej strony (co wcale nie jest standardem w tej branży, prawnicy to też ludzie, stąd język publikacji ma znaczenie) zaś z drugiej strony bardzo często konfrontuje zawarte w nim poglądy z innymi punktami widzenia tematu, prezentowanymi przez innych specjalistów z tej dziedziny.

Dlaczego akurat wybór padł na Ewę Ferenc-Szydełko?

Na pewno przez sentyment (przez długi czas Ewa Ferenc Szydełko kierowała Katedrą Prawa Własności Intelektualnej na Uniwersytecie Szczecińskim jak również była prorektorem US, gdzie z kolei ja rozpocząłem swoje studia). Z drugiej jednak strony również ze względu na fakt, że w znacznej mierze zgadzam się z poglądami przez nią prezentowanymi i cenię sobie świeże i bardzo praktyczne podejście do tematu praw autorskich.