„Śledczy tu ręki nie przyłoży” – czyli jak (nie) ścigać piratów

Photo Credit: dshoning Flickr via Compfight cc

Photo Credit: dshoning Flickr via Compfight cc

Witam Ciebie po dłuższej przerwie.

temat na dziś jest oparty na case study pewnej firmy zajmującej się produkcją filmów "dla dorosłych". Na tym przykładzie pokażę Ci jak wygląda praktyczna ochrona twórców lub uprawnionych z autorskich praw majątkowych przed piractwem internetowym - tym razem od strony karnej.

Zobaczysz, że czasami, to niestety droga przez mękę 😉

Jeśli jesteś przedsiębiorcą działającym w sieci to wiesz czym jest piractwo internetowe, wiesz że prędzej aniżeli poźniej zetkniesz się z kradzieżą Twoich treści, dla takich bądź innych celów.

Co to za case study ?

Mój klient zajmuje się produkcją treści multimedialnych od A do Z, w zakresie wszelkiej maści treści dla dorosłych, jedynym kanałem dystrybucji jest sieć internet. Jest to dochodowy biznes, nie ma co ukrywać, do tego dzieła o których tu mowa są faktycznie unikatowe, wyróżniają się, to marka sama w sobie. Do wszelkiej maści kradzieży dochodzi więc momentalnie po zaoferowaniu na stronach nowych materiałów.

To był moment w którym mój klient rozpoczął działać - o odnotowanych przypadkach czynów z art. 116 i nast ustawy o prawie autorskim, zawiadomiono prokuraturę. Ustawa o prawie autorskim ma osobny rozdział (14), który dotyczy odpowiedzialności karnej za przestępstwa godzące w prawa autorskie twórców. A więc tak, zgodnie z przepisami, możesz dochodzić sprawiedliwości przed sądem karnym.

Zawiadomienia, jak ktoś kiedyś ładnie ujął "miały ręce i nogi", stan faktyczny oraz ustalenia tożsamości sprawców (na tyle na ile to możliwe) zostały szczegółowo przedstawione. Kwestia udokumentowania nabycia autorskich praw majątkowych do utworów objętych zawiadomieniem również była co najmniej wystarczająca - tu musisz pamiętać o zasadzie postępowania karnego, wedle której jeśli organy prowadzące śledztwo lub dochodzenie uważają, iż przedstawione przez Ciebie dowody są niewystarczające, wątpliwe, niekompletne lub dotknięte jakimkolwiek innym brakiem, to mają obowiązek Ciebie wezwać do uzupełnienia tych braków. Ten case study niestety mnie utwierdził w przekonaniu, że ww. zasada najczęściej funkcjonuje jedynie w teorii...Klient dodatkowo notarialnie zabezpieczał materiał dowodowy - wszystko po to by minimalizować problemy jakie mogę się pojawić w toku postępowań.

Pomimo dochowania staranności oraz poniesienia kosztów (zabezpieczenie dowodów) organy ścigania, niestety, prześcigały się w wynajdywaniu coraz to innych, nowych, ciekawszych podstaw zakończenia postępowań. Mimo tego, że dowodowo sprawy wyglądały na "obiecujące".

Dochodziło do sytuacji w których umarzano postępowania, bez wcześniejszego przetłumaczenia (lub wezwania zawiadamiającego do przedłożenia tłumaczeń) obcojęzycznych dokumentów, z których wynikają np prawa autorskie klienta, czy też korespondencji jaką mój klient toczył z jednym ze sprawców, w której to korespondencji owy X potwierdził swoje dane osobowe, adresowe, nr karty kredytowej i parę innych mocno go identyfikujących detali. Panowie negocjowali jednym słowem wysokość odszkodowania, ale nie doszli do porozumienia.

To tylko przykład jeden z wielu, o szczegółach napiszę Ci już niebawem.

Zastanawiasz się skąd taki tytuł tego wpisu? Zachęcam do "wygooglania" :)

Do napisania

Skomentuj!