Robert Ratajczak

adwokat

Adwokat specjalizujący się w zagadnieniach własności intelektualnej, ze szczególnym uwzględnieniem praw autorskich oraz międzynarodowej ochrony własności intelektualnej.
[Więcej >>>]

Skontaktuj się

Witam Ciebie po dłuższej przerwie.

temat na dziś jest oparty na case study pewnej firmy zajmującej się produkcją filmów „dla dorosłych”. Na tym przykładzie pokażę Ci jak wygląda praktyczna ochrona twórców lub uprawnionych z autorskich praw majątkowych przed piractwem internetowym – tym razem od strony karnej.

Zobaczysz, że czasami, to niestety droga przez mękę 😉

Jeśli jesteś przedsiębiorcą działającym w sieci to wiesz czym jest piractwo internetowe, wiesz że prędzej aniżeli poźniej zetkniesz się z kradzieżą Twoich treści, dla takich bądź innych celów.

Co to za case study ?

Mój klient zajmuje się produkcją treści multimedialnych od A do Z, w zakresie wszelkiej maści treści dla dorosłych, jedynym kanałem dystrybucji jest sieć internet. Jest to dochodowy biznes, nie ma co ukrywać, do tego dzieła o których tu mowa są faktycznie unikatowe, wyróżniają się, to marka sama w sobie. Do wszelkiej maści kradzieży dochodzi więc momentalnie po zaoferowaniu na stronach nowych materiałów.

To był moment w którym mój klient rozpoczął działać – o odnotowanych przypadkach czynów z art. 116 i nast ustawy o prawie autorskim, zawiadomiono prokuraturę. Ustawa o prawie autorskim ma osobny rozdział (14), który dotyczy odpowiedzialności karnej za przestępstwa godzące w prawa autorskie twórców. A więc tak, zgodnie z przepisami, możesz dochodzić sprawiedliwości przed sądem karnym.

Zawiadomienia, jak ktoś kiedyś ładnie ujął „miały ręce i nogi”, stan faktyczny oraz ustalenia tożsamości sprawców (na tyle na ile to możliwe) zostały szczegółowo przedstawione. Kwestia udokumentowania nabycia autorskich praw majątkowych do utworów objętych zawiadomieniem również była co najmniej wystarczająca – tu musisz pamiętać o zasadzie postępowania karnego, wedle której jeśli organy prowadzące śledztwo lub dochodzenie uważają, iż przedstawione przez Ciebie dowody są niewystarczające, wątpliwe, niekompletne lub dotknięte jakimkolwiek innym brakiem, to mają obowiązek Ciebie wezwać do uzupełnienia tych braków. Ten case study niestety mnie utwierdził w przekonaniu, że ww. zasada najczęściej funkcjonuje jedynie w teorii…Klient dodatkowo notarialnie zabezpieczał materiał dowodowy – wszystko po to by minimalizować problemy jakie mogę się pojawić w toku postępowań.

Pomimo dochowania staranności oraz poniesienia kosztów (zabezpieczenie dowodów) organy ścigania, niestety, prześcigały się w wynajdywaniu coraz to innych, nowych, ciekawszych podstaw zakończenia postępowań. Mimo tego, że dowodowo sprawy wyglądały na „obiecujące”.

Dochodziło do sytuacji w których umarzano postępowania, bez wcześniejszego przetłumaczenia (lub wezwania zawiadamiającego do przedłożenia tłumaczeń) obcojęzycznych dokumentów, z których wynikają np prawa autorskie klienta, czy też korespondencji jaką mój klient toczył z jednym ze sprawców, w której to korespondencji owy X potwierdził swoje dane osobowe, adresowe, nr karty kredytowej i parę innych mocno go identyfikujących detali. Panowie negocjowali jednym słowem wysokość odszkodowania, ale nie doszli do porozumienia.

To tylko przykład jeden z wielu, o szczegółach napiszę Ci już niebawem.

Zastanawiasz się skąd taki tytuł tego wpisu? Zachęcam do „wygooglania” 🙂

Do napisania…

brexit-1486647_960_720Witam Cię w śnieżnym roku 2017 🙂

Coś dzieje się w ostatnim czasie w dziedzinie prawa autorskich. Ewidentnie. I sprawa dotyczy podstaw na których opiera się obecnie praktyka w tym zakresie.

Jak zapewne pamiętasz, w czerwcu 2015 roku Trybunał Konstytucyjny orzekł o niezgodności przepisu art. 79 ust. 1 pkt 3 lit b) PrAut mówiącego o tym, że uprawniony może dochodzić 3-krotności stosownego wynagrodzenia w przypadkach gdy to naruszenie było zawinione. Chodziło w dużym skrócie o to, że Trybunał uznał że niedopuszczalne jest by uprawniony miał roszczenie odszkodowawcze które całkowicie oderwane jest od faktu szkody jaką poniósł. Stawka w wysokości 2-krotności stosownego wynagrodzenia się jednak ostała.

Pisałem o tym >tutaj<, odnosząc się po części do zasadności takiego rozstrzygnięcia.

W lipcu 2015 roku SN zwrócił się z pytaniem prejudycjalnym do Trybunału Sprawiedliwości UE co do zasad ustalania odszkodowań na gruncie art. 79 ust. 1 PrAut.

Nie chce Cię zanudzać, więc powiem że w dużym skrócie chodzi o to do czego odnosił się TK ? a więc o zbadanie czy przepisy unijne (dyrektywa 2004/48) należy tak interpretować, że:

  1. jeśli takie roszczenie wybierze twórca to zachowujemy zryczałtowane odszkodowanie, które jest oderwane od wysokości rzeczywiście poniesionej szkody ? a więc tak jak jest obecnie;
  2. czy też nie, i takie sytuacje należy stosować jedynie wyjątkowo, zaś każdorazowo co do zasady dochodzić należy odszkodowania na zasadach ogólnych, a więc m.in. wykazywać wysokość rzeczywiście poniesionej szkody oraz związek między działaniem osób trzecich i powstaniem takiej szkody.

24 listopada 2016 roku rzecznik generalny wydał w tej sprawie opinię, idzie ona w tym kierunku by jednak opowiedzieć się za drugą z ww. opcji. Jeśli TS UE podzieli opinię rzecznika generalnego, to dosłownie wywróci do góry nogami zasady dochodzenia odszkodowań w sprawach naruszenia autorskich praw majątkowych.

Sprawa ta została zarejestrowana pod sygnatura C-367/15 >klik<

Jakie jest moje zdanie?

Szczerze, mimo opinii zewsząd popierających w jakimś stopniu ww. zmianę, to widząc jak na tą chwilę sądy rozstrzygają sprawy z zakresu praw autorskich (choć są tu chlubne wyjątki) ? i mowa tu o dochodzeniu zryczałtowanych odszkodowań, bez konieczności wykazywania wysokości szkody, to nie widzę tej zmiany u nas na wokandach, może się mylę kto wie J.  Pamiętaj, że przepis dający możliwość dochodzenia odszkodowania na zasadach ogólnych w PrAut jest martwy. Skoro jest prawo do dochodzenia krotności stosownego wynagrodzenia to w większości wypadków tak właśnie wyglądają takie procesy.

Biorąc pod uwagę, globalne już zjawisko łamania praw autorskich, w tym w internecie uważam, że jakaś forma zryczałtowanego odszkodowania pozostać powinna. To się po prostu należy twórcom, inaczej będziemy w tym temacie wciąż 10 kroków za galopującą rzeczywistością i pomysłowością naruszających prawa autorskie.

Będę Ciebie informował o rozstrzygnięciu w tej sprawie.

Do napisania.

ZAiKS ściga organizatorów ŚDM

Robert Ratajczak10 sierpnia 20162 komentarze

26956832085_8713cca61cWitaj,

zapewne pamiętasz jeszcze Światowe Dni Młodzieży organizowane całkiem niedawno w Krakowie i okolicach. Ja (niestety) doświadczyłem paraliżu komunikacyjnego związanego z tym wydarzeniem. Przez to moja podróż na dalekie południe była udręką (musiałem odebrać kogoś w Krakowie/Wieliczce).

Ale nie to jest tematem dzisiejszego wpisu.

Późnym popołudniem gruchnęła wieść w eterze, że ZAiKS wystąpił z roszczeniem do organizatorów Światowych Dni Młodzieży w związku z licznymi odtworzeniami utworów podczas ŚDM.Szczegóły znajdziesz >tutaj<. Pojawiły się propozycje podstaw na jakich ZAiKS chce obliczyć należne tantiemy (1,5 zł / uczestnika), niemniej jednak konkretna kwota zostanie wskazana dopiero w przeciągu nadchodzących dni.

Dziś już muszę szykować się do wyjazdu służbowego, niemniej jednak jutro postaram się rozwinąć temat od strony prawa autorskiego. W międzyczasie – co sądzisz o tej sprawie ?

Photo Credit: jeffdjevdet via Compfight cc

Polowanie na torrenty

Robert Ratajczak26 lipca 20167 komentarzy

8487331878_16c3681911Kilka dni temu głośno było w sieci o faktycznym zamknięciu największej w chwili obecnej strony opartej na protokole BitTorrent ? mowa o stronie KickAssTorrents. Szczegóły możesz przeczytać >tutaj< oraz >tutaj<.

Ogólna informacja nt. zarzutów stawianych (na razie) osobie faktycznie zarządzającej stroną jest taka, że postawiono zarzuty naruszenia praw autorskich oraz prania brudnych pieniędzy. Niektórzy już ostrzą sobie również zęby na co aktywniejszych userów.

Przekaz w świat zatem idzie taki że jednak ktoś jeszcze umie skutecznie tropić i zamykać takie strony. Ponoć admina zatrzymano nawet w Polsce – ale tego akurat strona polska nie potwierdziła.

To nie jest jednak takie proste.

Pamiętaj, że schemat protokołu BitTorrent oparty jest na założeniu, że faktyczne materiały interesujące użytkowników (gry, filmy, mp3 ec) nie są przechowywane na serwerach danej strony. Faktyczna wymiana plików odbywa się pomiędzy użytkownikami.

Na tzw. trackerze przechowywane są jedynie lekkie pliki *.torrent zawierające ?namiary? na to skąd i od kogo ściągnąć interesujący nas materiał.

Użytkownicy dzielą się na 2 kategorie: seed i leech. Pierwszy to osoba która już pobrała dany materiał i obecnie go udostępnia, stosunek zatem downloadu do uploadu jest np. 0/”sky is the limit”. Leech to osoba, która dopiero rozpoczęła ściągać ?coś?, i jednocześnie już udostępnia te fragmenty pliku które udało jej się ściągnąć (to jedno z założeń, inaczej sieć BT byłaby sparaliżowana gdyby opierała się tylko na seedach), tu stosunek downloadu do uploadu wygląda pewnie ok kilka mb DL i o wiele mniej UPL, choć są wyjątki (np. posiadacze łącz symetrycznych).

Im więcej seedów udostępniających daną rzecz tym szybciej ściągniesz taki plik. Użytkownicy są dodatkowo kategoryzowani ze względu na staż i stosunek DL/UPL, opłaca się mieć tzw. ratio >1, czyli więcej udostępniać niż ściągać ? na tym przecież opiera się idea BT. Jak to w życiu, dochodzi do przesady w drugą stronę i zdarzają się użytkownicy, którzy seedują dany plik tak długo aż osiągną niebotyczne ratio rzędu 20+,są też tacy którzy wykupują miejsce na serwerach z łączami 100/100 i więcej i wtedy już nie ma dla nich żadnych granic.

Reasumując zatem, bardzo ciężko jest postawić takiemu użytkownikowi udowodnić naruszenie praw autorskich, postępowaniu karnym tym bardziej.

Zadajesz sobie pewnie pytanie: jak to ?

Wystarczy bowiem, że użytkownik taki, ściągając dany plik ?zdusi? upload w kliencie (programie) za pomocą którego ściąga pliki (np. utorrent) do 0 i już trudno udowodnić takiej osobie rozpowszechnianie.

Idealna taktyka obrończa, prawda ? I uwierz mi, działa 🙂

Tak więc sukces medialny jest, ale tak naprawdę dopiero teraz zaczną się schody i polecą trupy z szafy :0 Trzeba jednak doceniać to że amerykanie mają dobra praktykę w zdejmowaniu takich stron z sieci, pod tym względem nasze organy są daleko w tyle.

Photo Credit: kjetikor via Compfight cc

Forma pisemna umów autorskich

Robert Ratajczak13 maja 20164 komentarze

8283978409_7b1382ea8dLudzie nie zwracają uwagi na detale. To fakt. Dla niektórych detalem będzie coś błahego, dla innych detalem będą również kwestie fundamentalne. Niestety cena, którą trzeba potem zapłacić bywa duża, szczególnie, jeśli chodzi o tematy związane z funkcjonowaniem firmy.

Dlaczego o tym piszę?

Ostatnio miałem do czynienia z następującym przypadkiem. Firma zaangażowała grafika, którego zadaniem było wykonanie projektów przedmiotów, które następnie po wyprodukowaniu były sprzedawane na rynki tak w Europie jak i na całym świecie. Poza początkowym okresem współpracy, z różnych względów, strony funkcjonowały w oparciu o umowy o dzieło. Oczywistym dla obu stron było to, że uzyskiwane przez grafika wynagrodzenie wypłacane jest również tytułem przeniesienia autorskich praw majątkowych za efekty pracy grafika. Było to oczywiste, jak się później okazało, do pewnego momentu i tylko dla jednej ze stron. Oczywiście, co jest częstą praktyką, umowy, o których mowa wyżej, nie miały żadnych zapisów odnośnie autorskich praw majątkowych. To zaniechanie zostało wykorzystane przez grafika i nazajutrz (!) po ustaniu współpracy, został złożony pozew o zapłatę znacznej kwoty pieniędzy. Tytułem odszkodowania za naruszenie autorskich praw majątkowych. Argumentacja? Biedny grafik upominał się (oczywiście tylko ustnie) o zapłatę wynagrodzenia za przeniesienie autorskich praw majątkowych miesiącami, zaś druga strona zwodziła go wyszukanymi metodami.

Jak to czytasz, to pewnie pojawia się uśmiech na twarzy i następnie pytanie jak to możliwe, potem zaś pewnie pomyślisz ? ?pracodawca? ma sprawę wygraną. Otóż nie jest tak różowo. Jak pisałem już nie raz, umowa o przeniesieniu autorskich praw majątkowych (lub zapisy dotyczące tej kwestii, a zawarte w innej umowie) musi być zawarta w formie pisemnej pod rygorem nieważności. Co to znaczy? Jak nie zachowałeś takiej formy, tylko wszystko było załatwione ustnie, to jest problem.

Oczywiście można z tym walczyć, sposobów jest kilka, jednym z nich jest ustalenie, że strony zawarły ustną umowę licencji niewyłącznej. Dlaczego akurat takie rozwiązanie? Ano dlatego, że taka umowa nie wymaga dla swej ważności formy pisemnej J. Idąc dalej można próbować dowodzić, że wynagrodzenie z tytułu udzielonej licencji zostało już wypłacone w ramach kolejnych umów o dzieło.

Jest to jakieś wyjście z sytuacji, ale jednocześnie proces na ok 2 lata. Klient niekoniecznie może chcieć tak długo walczyć, czasami wolimy zapłacić nawet nienależną kwotę pieniędzy tylko i wyłącznie po to by ?mieć spokój? jednocześnie regulując wszystkie kwestie na przyszłość. Poza tym często jest tak, że czas osób zarządzających firmą, czy też właścicieli, który w przypadku takiego procesu jest mocno angażowany, jest cenniejszy niż wartość przedmiotu sporu.

Dzisiejszy wpis powstał, więc ku przestrodze. Pamiętaj, że podstawy, na których opierasz swoją firmą muszą być zdrowe i mające oparcie w przepisach. Oszczędzi Ci to czasu, pieniędzy i nerwów na przyszłość 🙂

Photo Credit: Nikki Lyn via Compfight cc