Robert Ratajczak

adwokat

Adwokat specjalizujący się w zagadnieniach własności intelektualnej, ze szczególnym uwzględnieniem praw autorskich oraz międzynarodowej ochrony własności intelektualnej.
[Więcej >>>]

Skontaktuj się
Odpowiedzialność za wady programów komputerowych cz.1

The Ancients | Jakub Różalski

Dość duża część mojej praktyki zawodowej opiera się na obsłudze przedsiębiorców z branży IT.

Tym samym, jako osoba zajmująca się obsługą wykonawców w branży IT dość często spotykam się z kwestią odpowiedzialności za wady programów komputerowych, rzekome albo rzeczywiste. Sytuacje są różne, ale w dużym uproszczeniu można je sprowadzić do dwóch schematów: albo jest to faktyczny problem zgłoszony przez zamawiającego, albo jest to tzw. miękka metoda negocjacji warunków zamówienia (czyli pokazujemy problem ale z drugiej strony negocjujemy np. nowe warunki zamówienia). Tak czy owak, temat niezwykle ciekawy, i mam nadzieję, że wiedza przekazana na moim blogu pomoże Ci kiedyś w kryzysowej sytuacji.

W dzisiejszym wpisie, przedstawię Ci jak wygląda kwestia odpowiedzialności wykonawcy na gruncie ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Odpowiedzialność za wady oprogramowania a prawo autorskie.

Punktem wyjścia jest analiza przepisu art. 55 PrAut, którego ustęp 1 brzmi następująco:

Jeżeli zamówiony utwór ma usterki, zamawiający może wyznaczyć twórcy odpowiedni termin do ich usunięcia, a po jego bezskutecznym upływie może od umowy odstąpić lub żądać odpowiedniego obniżenia umówionego wynagrodzenia, chyba że usterki są wynikiem okoliczności, za które twórca nie ponosi odpowiedzialności. Twórca zachowuje w każdym razie prawo do otrzymanej części wynagrodzenia, nie wyższej niż 25% wynagrodzenia umownego.

W ustępie 1 jest mowa o zamówionym utworze. Tutaj pojawiają się schody, otóż nigdzie w ustawie nie znajdziemy definicji zamówionego utworu. Pytanie więc czy przepis ten stosujemy do:

  1. utworów przyszłych i zamówionych, czy może też / lub do
  2. utworów już istniejących ?

Ratio legis tego przepisu wskazuje, że raczej mowa w tym przypadku o opcji a) czyli oprogramowaniu które dopiero ma powstać. Jest to poniekąd logiczne biorąc pod uwagę fakt że tworzymy coś pod klienta, na jego potrzeby, zamówienie zaś jest poprzedzone audytem potrzeb klienta i stosowną analizą. Nie chodzi więc o masowe rozwiązanie boxowe. Do kategorii utworów przyszłych zaliczamy także modyfikacje już istniejących programów komputerowych, które na zamówienie są następnie modyfikowane bądź tworzy się moduły dodatkowe do już istniejącego produktu ? tego typu sytuacja jest częsta we wdrożeniach CRM, np. SugarCRM.

Od razu jednak trzeba wyjaśnić że ta kwestia tj do jakich utworów (przyszłych czy istniejących) ma zastosowanie przepis art. 55 ust.1 PrAut jest sporna. Możesz znaleźć głosy za 1 i 2 opcją. Cóż, życie. Każdy przypadek należy rozpatrywać osobno, gdyż zdarza się że per analogia stosujemy do utworów już istniejących przepis art. 55. Ust. 1 PrAut.

Kolejną kwestią przy analizie tego przepisu a tym samym przy ustaleniu podmiotu ponoszącego odpowiedzialność za wady oprogramowania jest fakt, że musimy zwrócić uwagę na problemy związane z definicją twórcy w rozumieniu ww. przepisu. Jest to dość istotne jeśli spojrzymy na kwestie związane z ustaleniem podmiotu ponoszącego odpowiedzialność za wady oprogramowania. Oczywiście mowa tu o projektach dość złożonych, nie o prostym zamówieniu gdzie za powstanie oprogramowania odpowiada 1 osoba.

Na czym polega problem? Twórcą może być:

  • zarówno osoba faktycznie tworząca software,
  • pracodawca,
  • licencjobiorca który następnie dostosowuje lub dodaje coś do licencjonowanego produktu,
  • lub też w końcu może być to pochodny nabywca oprogramowania.

Analizując natomiast zapisy ustawy o prawie autorskim, to twórcą sensu stricte może być oczywiście jedynie osoba lub osoby fizyczne. Siłą rzeczy tego statusu nie posiadają osoby prawne, nawet jeśli to one finansują lub organizują cały proces tworzenia oprogramowania.

Rynek jednak i rzeczywistość branży IT wygląda w ten sposób, że zamawiający z reguły zawierają jednak umowy z osobami prawnymi, a więc większymi podmiotami które mają odpowiednie zaplecze finansowe, kadrowe i technologiczne by sprostać zamówieniu.

Ja szczerze mówiąc, nie widzę innej możliwości niż takiej by za twórcę w rozumieniu tego przepisu uznać również do umów zawartych z podmiotem praw autorskich a nie tylko z rzeczywistym fizycznym twórcą.

Z punktu widzenia praktyki i wykładni pojęcia twórcy w rozumieniu art. 55 ust. 1. PrAut możemy rozróżnić dwie najczęściej występujące sytuacje:

  • do zawarcia umowy dochodzi z pracodawcą twórcy/twórców
  • do zawarcia umowy dochodzi z podmiotem współpracującym z twórcami na innych zasadach niż w oparciu o umowy o pracę.

Wykonanie oprogramowania w ramach stosunku pracy

Tutaj sytuacja jest bardziej klarowna. A więc mowa o najczęstszej sytuacji kiedy zamawiający zawiera umowę o stworzenie oprogramowania z np. osobą prawną.

Zgodnie z art. 74 ust. 3 pr aut autorskie prawa majątkowe do programu komputerowego nabywa pracodawca twórcy, jeśli do powstania programu doszło w związku z wykonywaniem obowiązków ze stosunku pracy. Nabycie jest tutaj automatyczne w tym znaczeniu, że nie jest wymagana żadna aktywność pracodawcy, złożenie oświadczenia czy cokolwiek innego.

Z praktycznego punktu widzenia zwrócić należy uwagę na fakt, że bardzo dużą wagę należy przyłożyć do precyzyjnego określenia zakresu obowiązków wynikających ze stosunku pracy. Musi z niego wynikać obowiązek tworzenia oprogramowania. Te kwestie wykładane są bowiem w sporach sądowych bardzo wąsko, tym samym próby udowodnienia że mimo braku stosownych wpisów w umowie o prace albo innych dokumentach związanych ze stosunkiem pracy, że dany pracownik jednak tworzył też software jest skazane na niepowodzenie. Sam biorę udział w  takim procesie, gdzie powód miał dwojakiego rodzaju relację ze swoim pracodawcą, strony zawarły bowiem umowę o pracę ale także pracownik wykonywał na rzecz pracodawcy inne czynności w ramach prowadzonej działalności gospodarczej. Ostatecznie stronie pozwanej nie udało się wykazać, że nabyła autorskie prawa majątkowe do wytworzonego oprogramowania.

Powyższe plus fakt, że autorskie prawo osobiste do integralności utworu w przypadku programów komputerowych zostało przekształcone w autorskie prawo majątkowe (na co wskazuje art. 74 ust. 4 pkt 2 PrAut), powoduje, ze pracodawca jest uprawniony do usuwania usterek programu komputerowego bez konieczności uzyskiwania zgody twórcy a więc swojego pracownika.

Wykonanie oprogramowania w ramach innych stosunków prawnych 

Inaczej sytuacja wygląda gdy faktycznym twórcą lub twórcami oprogramowania są osoby wykonujące pracę dla wykonawcy, ale nie na podstawie stosunku pracy lecz na innej podstawie. W kontekście sytuacji na rynku pracy w branży IT, są to sytuacje raczej rzadsze niż częstsze, niemniej jednak występują one w rzeczywistości.

Tutaj sytuacja wykonawcy się komplikuje. Tym samym wykonawca powinien pamiętać o następujących kwestiach:

  1. należy zwrócić uwagę na zakres nabywanych praw majątkowych. Otóż w dobrze pojętym interesie wykonawcy jest by w umowie ze swoimi współpracownikami nabył prawa majątkowe w całym zakresie art. 74 ust. 4 pkt 1-3. Wynika to z faktu, że dokonywanie zmian w oprogramowaniu jest związane z jego zwielokrotnianiem, a o tym często się zapomina,
  2. po drugie, w sytuacji kiedy zmiany w oprogramowaniu mają charakter twórczy to pojawia się problem z tzw. opracowaniem utworu, a w tym zakresie rozporządzanie i korzystanie z takiego utworu zależnego wymaga już zgody twórcy oprogramowania pierwotnego. Tym samym wykonawca w umowie ze swoim współpracownikiem powinien dążyć do jak najszerszego nabycia w jak najszerszym zakresie zezwolenia od twórcy na wykonywanie prawa zależnego. Tego problemu nie ma w sytuacji gdy zmiany w oprogramowaniu nie mają charakteru twórczego.

W następnym wpisie będę kontynuował ten wątek, jak widzisz temat jest bardzo obszerny, a ledwie rozpoczęliśmy 🙂

Więcej o IT na blogu możesz poczytać w poniższych linkach:

Tak jak zauważyłeś dzisiejszy wpis firmuje świetny obraz Jakuba Różalskiego pt The ancients pochodzący ze strony Jakuba

 

Tantiemy autorskie | przełom w zbiorowym zarządzaniu prawami autorskimi ?

1920 red wreck | Jakub Różalski

Witaj,

okres letni może się wydawać czasem spokoju, monotonii, zwolnienia. Nic bardziej mylnego.

Pisałem Ci jakiś czas temu o projekcie ACTA 2 link 1 link 2

Dużo czasu nie upłynęło i pojawiło się na horyzoncie coś również wartego uwagi, oto bowiem 19 lipca 2018 roku weszła w życie Ustawa z 15 czerwca 2018 roku o zbiorowym zarządzaniu prawami autorskimi i prawami pokrewnymi. Jednocześnie na mocy tej ustawy, utraciły moc prawną przepisy rozdziałów 12, 121 Ustawy z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych, dotyczące odpowiednio organizacji zbiorowego zarządzania oraz komisji prawa autorskiego, w tym procedury zatwierdzania tabel wynagrodzeń oraz postępowania sądowego dotyczącego tego zagadnienia.

Nowa ustawa wdraża zresztą wskazania unijnej dyrektywy 2014/26/UE w sprawie zbiorowego zarządzania prawami autorskimi i jak to z naszym ustawodawcą bywa, tak i tu jesteśmy w niewczasie, toczy się zresztą w związku z tym bodaj postępowanie przeciwko Polsce.

Tantiemy autorskie co się zmienia ?

Dotychczas temat tantiem autorskich i zbiorowego zarządzania prawami autorskimi był z punktu widzenia regulacji traktowany po macoszemu. Ustawa autorska regulowała ten temat jedynie w 6 przepisach uchylonego już rozdziału 12. Być może również dlatego mało osób rozumiało na czym zbiorowy zarząd polega, jak wygląda od strony praktycznej, oraz nie wiedziało gdzie szukać informacji na ten temat. Dodatkowo już sam fakt, że funkcjonowało i wciąż funkcjonuje kilkanaście organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi licencjonowanymi przez Ministerstwo Kultury, siało zamęt i utrudniało pojęcie z czego taki fakt wynika.

Z mojej praktyki pamiętam zapytania wysyłane za pośrednictwem bloga pt zapłaciłem organizacji x czy muszę wpłacić organizacji y i jeśli tak to dlaczego.

Od 19 lipca 2018 roku sytuacja wygląda, przynajmniej jeśli chodzi o kwestie regulacji i zakresu informacji na ten temat, wygląda diametralnie inaczej. Szukając więc informacji na temat tantiem autorskich, powinno być o wiele łatwiej dowiedzieć się co mówią przepisy, co można a czego nie, i jak generalnie rozmawiać w tych sprawach.

Teraz temat zbiorowego zarządu jest uregulowany ustawą liczącą sobie 142 (!) artykuły.

Teraz zarówno uprawnieni, użytkownicy, jak i same organizacje zbiorowego zarządzania, będą wiedzieli, jakie są ich prawa i obowiązki, (?) usprawni to proces inkasowania wynagrodzeń i ich wypłaty uprawnionym, zwiększy udział uprawnionych w procesie podejmowania najważniejszych decyzji wewnątrz organizacji, a także poprawi transparentność całego systemu ? wylicza Karol Kościński, dyrektor departamentu własności intelektualnej i mediów w MKiDN.

 

Co faktycznie wynika z ustawy? Już przepis art. 1 ustawy wskazuje, że ustawa określa zasady:

  1. działania organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi lub prawami pokrewnymi oraz innych podmiotów zarządzających prawami autorskimi lub prawami pokrewnymi (jest więc mowa o strukturze OZZ, organach, posiedzeniach, treści statutu, członkostwie w OZZ, umowach, zarządzaniu wpływami, dystrybucji tantiem, potrąceniach na koszty funkcjonowania OZZ);
  2. udzielania zezwoleń na zbiorowe zarządzanie prawami autorskimi lub prawami pokrewnymi (określono kto wydaje zezwolenie na funkcjonowanie OZZ, jak wygląda procedura udzielenia zezwolenia, przesłanki odmowy, przesłanki cofnięcia zezwolenia);
  3. nadzoru nad organizacjami zbiorowego zarządzania prawami autorskimi lub prawami pokrewnymi (właściwym organem nadzoru jest minister);
  4. działania Komisji Prawa Autorskiego.

 

Z istotnych zmian warto wspomnieć o zmianie idei i zasad na jakich oparto zatwierdzanie tabel wynagrodzeń stosowanych przez poszczególne OZZ. To na podstawie tych tabel poszczególni korzystający płacili OZZ za korzystanie z repertuaru twórców reprezentowanych przez dane OZZ. Ze środków tych płacone były następnie tantiemy autorskie dla twórców. Otóż do chwili obecnej tabele te zatwierdzała Komisja Prawa Autorskiego, odbywało się to w procedurze cywilnoprawnej, a decyzje komisji były zaskarżane do Sądu Okręgowego w Poznaniu. Teraz zaś, na mocy nowej ustawy, wciąż zatwierdzenia dokonywać będzie Komisja Prawa Autorskiego, będą to jednak postępowania administracyjne, a decyzje będzie można skarżyć do sądów administracyjnych.

I tu pojawia się zasadniczy problem, który był już sygnalizowany przez środowisko. Niestety jest jednak tak, że postępowanie administracyjne wygląda zgoła inaczej niż proces cywilny. W postępowaniu administracyjnym nie ma elementów kontradyktoryjnych, które narzucają na OZZ określone obowiązki w zakresie inicjatywy dowodowej. Jednocześnie dotychczasowa procedura też była ułomna, nie dawała bowiem możliwości modyfikacji wniosku, decyzja była zero ? jedynkowa, albo uwzględniano wniosek o zatwierdzenie albo nie. Nie jest tajemnicą że zatwierdzeń było?mało.

 

Jeśli już mowa o tabelach wynagrodzeń, to warto wspomnieć, że na mocy nowej ustawy pieniądze zebrane przez OZZ będą musiały zostać podzielone między twórców w ciągu dziewięciu miesięcy od zakończenia roku, w którym zostały zebrane.

 

Ustawa zrywa z domniemaniem, że OZZ reprezentuje wszystkich uprawnionych. Od teraz nie ma uniwersalnego obowiązku reprezentacji, a w tym kierunku szła praktyka. Zdarzały się sytuacje w których dana OZZ udzielała licencji na twórczość wszystkich uprawnionych w danym segmencie rynku, nawet tych z którymi nie miała umowy (tak, tak). Teraz ta fikcja przestanie obowiązywać. Jest wyjątek od tej zasady ? minister może udzielić danej OZZ prawa do bycia organizacją reprezentatywną, a więc taką, która może działać także w imieniu twórców, którzy nie mają z nią relacji umownej.

Nie dzieje się to jednak z automatu, i słusznie.

Ustawa jednocześnie, realizując założenie o większej przejrzystości funkcjonowania OZZ, oraz wyrównania pozycji stron, nakłada na OZZ obowiązki dotyczące trybu pracy ich organów, rozbudowane obowiązki informacyjne wobec uprawnionych, użytkowników i organów nadzoru , co zwiększy pewnie koszty działalności OZZ, na co słusznie wskazują same OZZ, w tym ZAiKS.

Krzysztof Lewandowski, dyrektor generalny Stowarzyszenia Autorów ZAiKS, wskazał wprost. ? Można powiedzieć, że ustawa wzmocniła pozycję użytkowników, a nie właścicieli praw. 

Nie do końca się z tym zgodzę, ale niewątpliwie coś w tym jest. Wciąż niestety jest problem należytego dokumentowania przez OZZ wykorzystywania danego repertuaru, a nie jest tajemnicą że od tego zależy wysokość tantiem autorskich.

 

Jak ocenić nową ustawę? Na pewno na plus należy zaliczyć to, że zagadnienie zbiorowego zarządzania prawami autorskimi uregulowano osobną ustawą. Dotychczasowy stan, kiedy ten temat zamieszczono w końcowych rozdziałach ustawy autorskiej był nieczytelny. Czy założenia ustawodawcy zostaną spełnione? Czy faktycznie polepszeniu ulegnie sytuacja twórców, czy sprawniej będzie odbywało się pobieranie wynagrodzeń i ich dystrybucja? Czy w końcu temat tantiem autorskich będzie przejrzysty i jasny? Życie pokaże 🙂

O zbiorowym zarządzaniu prawami autorskimi możesz poczytać także poniżej:

Tak jak zauważyłeś dzisiejszy wpis firmuje świetny obraz Jakuba Różalskiego pt 1920 red wreck pochodzący ze strony Jakuba

Witaj

jakiś czas temu natrafiłem na prace Jakuba Różalskiego (mr_werewolf). Określenie krótko jaka jest tematyka prac Jakuba jest mocno utrudnione, mamy więc PL 1920+ w wersji alternatywnej, mamy motywy rycerstwa czasów wojen krzyżackich, są motywy mitologiczne, baśniowe, są też wilkołaki, concept art pełną gębą 🙂

Na bazie twórczości Jakuba powstał zbiór opowiadań Inne światy wydawnictwa SQN, mamy też grę wideo RTS Iron Harvest studia King Art Games oraz grę planszową SCYTHE wydawnictwa Stonemaier Games.

Poniżej kilka ciekawych linków które pozwolą Ci się zapoznać z tematem:

whine nr 1 / FB

whine nr 2 / Instagram

whine nr 3 / Strona oficjalna

whine nr 4 / Inne Światy

whine nr 5 / Iron Harvest

whine nr 6 / Scythe

Dlaczego Ci o tym wszystkim piszę ?

Otóż od dziś razem z mr_werewolf nawiązaliśmy współpracę, współpracę której owoce będę Tobie krok po kroku odsłaniał na moim blogu.

Na dziś pojawia się pierwsza praca Jakuba a walk through the woods. Od teraz grafiki mr_werewolf będą częściej gościć na blogu, mam nadzieję, że spodobają Ci się one tak jak mi 🙂

A już niebawem na blogu pojawi się wywiad (tak tak) z Jakubem 🙂

ACTA 2 jeszcze nie teraz

Robert Ratajczak06 lipca 20182 komentarze

A więc jednak.

Wczoraj Parlament Europejski zagłosował przeciw dyrektywie w ostatnio analizowanym przeze mnie kształcie. Stosunek głosów 278/318/31 (za/przeciw/wstrzymano się). Oficjalny komunikat przeczytasz >tutaj<

Tak jak pisałem Ci ostatnio >tu< największe kontrowersje budziły przepisy art. 11 i 13.

Mimo niedawnych deklaracji o poparciu przez PL projektu dyrektywy, na dzień przed głosowaniem, przedstawiciele PIS informowali że głosowanie z naszej strony będzie na NIE.

Kolejne głosownie na wrześniowej sesji Parlamentu.

Czy temat ACTA 2.0 został porzucony? Nie wydaje mi się, ten temat powróci, zobaczymy w jakim kształcie.

 

Photo by Tom Sodoge on Unsplash

Witaj,

mainstream zalewa nas obecnie informacjami, że internet i wolność wypowiedzi i dostępu do informacji się kończy, że niedługo będzie dramat, ponieważ nadchodzi ACTA 2.0.

Czy jest coś na rzeczy ?

Komisja Prawna Unii Europejskiej przegłosowała stosunkiem głosów 15 do 10 dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym, znaną ostatnią, jako ACTA 2.0. Jakie są dalsze kroki? Skierowanie prac do parlamentu i głosowanie plenarne, co potem, to już życie pokaże.

Zagadnień w tej dyrektywie jest kilka, każda ciekawa i pewnie każda z nich doczeka się osobnego wpisu na blogu.

Na dziś chciałbym jednak zacząć od projektowanego w art. 13 dyrektywy obowiązku filtrowania treści zamieszczanych przez użytkowników pod kątem naruszenia praw autorskich.

Na ten temat jest szczególnie dużo wypowiedzi w ostatnim czasie, żeby wskazać tylko kilka:

Klik 1

Klik 2

Jak sytuacja w zakresie odpowiedzialności usługodawców za zamieszczone treści wygląda na tą chwilę?

Dziś, na mocy ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, podmiot, który świadczy usługi, o których mowa w ustawie, nie jest obowiązany do sprawdzania przekazywanych, przechowywanych lub udostępnianych danych. Sytuacja, więc wygląda w ten sposób, że jakąkolwiek odpowiedzialność można przypisać usługodawcy, co do zasady, dopiero w momencie gdy poinformujemy go o zauważonych naruszeniach, a ten nie zareaguje.

Problemy związane z projektowaną w nowych przepisach zmianą są dwa, każdy podnoszony przez inną stron.

  1. Z punktu widzenia usługodawcy, realizacja tego obowiązku wiązać się będzie z koniecznością poniesienia ogromnych nakładów finansowych związanych nie tylko z utworzeniem odpowiednich mechanizmów, które automatycznie będą filtrowały treści, ale również zwiększenia zatrudnienia osób, które ten proces będą wspierały i uzupełniały. Automatyzacja, bowiem nigdy nie wykona całego zadania ? przykładem niech będzie Facebook, który musiał zatrudnić masę dodatkowych ludzi, którzy będą filtrowali treści zamieszczane na FB. Dobrym przykładem niedoskonałości automatycznego filtrowania treści jest Youtube, co jest naturalne biorąc pod uwagę ilość danych zamieszanych na YT. Do mnie ten argument trafia.
  2. Z punktu widzenia usługobiorców, czyli każdego z nas, podnoszone są głosy o cenzurze wolności wypowiedzi i dławieniu swobody przepływu danych. Ten argument, biorąc pod uwagę moją codzienną praktykę związaną z problemami, na jakie natrafiają kwestie praw autorskich w internecie, jest chyba średnio trafiony. Na chwilę obecną mamy do czynienia z wolną amerykanką i coś na pewno trzeba zrobić.

Dobrze idźmy, zatem dalej.

Na tą chwilę konstrukcja przepisu wygląda w ten sposób, że obowiązkiem filtrowania treści objęty będzie dostawca usług społeczeństwa informacyjnego, który przechowuje i zapewnia publiczny dostęp do dużej liczby utworów lub innych przedmiotów objętych ochroną (…).

O ile dostawcą usług społeczeństwa informacyjnego jest najoględniej rzecz ujmując tzw. content provider i tutaj nie ma zasadniczo wątpliwości z identyfikacją czy w danym przypadku mamy do czynienia z dostawcą usług społeczeństwa informacyjnego czy nie, o tyle w mojej opinii, punktem zaczepienia będzie próba ustalenia jak definiować przechowanie w rozumieniu ww. przepisu 🙂 Dalej, co z łącznikiem „i” ? Prowadzimy w kancelarii obecnie analizy w tym zakresie, i wnioski są obiecujące dla usługodawców.

Zgodnie z zapisami dyrektywy zastosowana technologia rozpoznawania treści ma być odpowiednia i proporcjonalna. Znowu, zatem mamy do czynienia z nieostrymi sformułowaniami. Z tym obowiązkiem jest nadto związany obowiązek przekazywania adekwatnych informacji nt. funkcjonowania i wdrażania ww. środków (…) a także w stosownych przypadkach adekwatne sprawozdania na temat rozpoznawania utworów i innych przedmiotów objętych ochroną (…) Założenie jest zapewne takie, że poszczególne ustawodawstwa skonkretyzują ww ogólne przesłanki, i tutaj może być ciekawie..

Kończąc temat i odnosząc się do podlinkowanej wypowiedzi Michała Białek, członka zarządu Wykop.pl o konieczności wynosin z UE, otóż nie ma takiej potrzeby, nawet jeśli przepisy wejdą w życie w obecnie funkcjonującym kształcie 🙂 Moi klienci już o tym wiedzą, i uważam że o ile trzeba będzie dostosować się do zmieniającej się rzeczywistości prawnej, o tyle tak drogie i czasochłonne decyzje biznesowe nie będą musiały być podejmowane. Można inaczej 🙂

Tak jak Ci pisałem, tematów wartych skomentowania w tej dyrektywie jest mnóstwo: VOD, „podatek od linkowania”, nowe prawa wydawców, zmiana pozycji twórców, sytuacja instytucji kultury, itp. Zapraszam zatem do odwiedzin bloga, stay tooned, będzie ciekawie 🙂