Robert Ratajczak

adwokat

Adwokat specjalizujący się w zagadnieniach własności intelektualnej, ze szczególnym uwzględnieniem praw autorskich oraz międzynarodowej ochrony własności intelektualnej.
[Więcej >>>]

Skontaktuj się

IP Box

Robert Ratajczak26 stycznia 20202 komentarze

Coraz częściej zaczynają się pojawiać informacje prasowe na temat ulgi IP Box.

Czym jest IP BOX

Jeśli jeszcze nie słyszałeś o tej uldze, to w dużym skrócie, to została ona wprowadzona na mocy ustawy zmieniającej m.in. ustawy dotyczące podatku dochodowego (PIT, CIT) oraz Ordynacji podatkowej, i obowiązuje od 1 stycznia 2019 roku. Założenie ulgi jest proste, wprowadzono preferencyjne opodatkowanie 5% w podatku PIT i CIT od dochodów uzyskiwanych z kwalifikowanych praw własności intelektualnej. Oczywiście musisz spełnić „odrobinę” warunków by z tej ulgi skorzystać 🙂

Przykłady z praktyki

Mimo pierwotnie pozytywnego wydźwięku i dość dużej dozy optymizmu, pojawiły się informacje prasowe z których wynikało, że wbrew pozorom nie jest tak łatwo z ulgi skorzystać. W ostatnim artykule Rzeczpospolitej, zwracano uwagę na następujące kwestie:

  1. wbrew pozorom rzadziej niż częściej zdarza się by dany informatyk stworzył kompletny np. program komputerowy, do którego powstają prawa autorskie. Częściej jednak jest tak, że taka osoba jest członkiem większego zespołu i odpowiada jedynie za część prac, tym samym pojawiały się problemy jak to się ma do warunków skorzystania z ulgi,
  2. skarbówka zadaje coraz częściej dość dużo pytań uszczegóławiających wniosek o interpretację,
  3. krytyczne jest prowadzenie odpowiedniej ewidencji rachunkowej przypadającej na każde kwalifikowane prawo własności intelektualnej, zwraca się uwagę na to, że ewidencja ta jest o wiele bardziej szczegółowa niż ewidencja ds. B+R,
  4. problematyczny jest też sposób obliczania dochodu z danego kwalifikowanego prawa własności intelektualnej zawartego w danych towarach bądź usługach – brakuje na ta chwilę wytycznych Ministerstwa Finansów

Wydawać by się mogło, że ulga jest mocno problematyczna. Na szczęście przebijają się też w prasie informacje, o tym, że poszczególni podatnicy uzyskali pozytywne interpretacje w tym zakresie. W miniony piątek ukazała się informacja Pulsie Biznesu o tym, że taką interpretację uzyskał CD Projekt. Wpis jest dość lakoniczny w tym zakresie, ale na pewno jest dobrym sygnałem dla reszty rynku.

Moi klienci również powoli przymierzają się do tematu IP BOX, obecnie trwają w kancelarii prace nad kilkoma interpretacjami w tym zakresie. Dam ci znać gdy pojawią się na horyzoncie dobre wiadomości w tym zakresie.

Wraz z huczną premierą  Netfilxowego serialu The Witcher, gruchnęła wieść o zakończeniu jednego z większych sporów dotyczących praw autorskich w Polsce. Otóż omawiany w poprzednim wpisie konflikt Andrzeja Sapkowskiego ? twórcy sagi Wiedźmina z CD PROJEKT finalnie poprzestał na podpisaniu przez strony porozumienia.

Wówczas miałem wrażenie, że jestem odosobniony w ocenie szans Andrzeja Sapkowskiego. Większość komentatorów przyznawała rację CDP, bagatelizując szanse autora w sporze ze spółką.

Już wtedy jednak uważałem, że przepis art. 44 PrAut został stworzony właśnie do tego typu sytuacji, do przypadków gdy inicjalnie autor nie jest w stanie oszacować szans projektu przy okazji którego dochodzi do zawarcia umowy licencyjnej. Co CDP zrobiło z Wiedźminem nie trzeba nikomu przypominać i konia z rzędem temu kto byłby w stanie przewidzieć sukces brandu jakim stał się Wiedźmin w świecie gier.

Porozumienie

Upłynęło trochę czasu, strony przeanalizowały czy opłaca im się wdanie w spór i doszły do słusznego według mnie stanowiska, że trzeba usiąść ponownie do stołu.

Komunikat CDP znajdziesz >tutaj<.

Jak można przeczytać w komunikacie twórcy serii gier o Wiedźminie zawarte porozumienie w pełni zaspokaja interesy obu stron tej prawnoautorskiej potyczki. Wyczytać możemy z niego także informacje o tym, iż ugoda między Sapkowskim a spółką w pełni respektuje postanowienia uprzednio zawieranych umów i cyt. nakreśla ramy przyszłej współpracy pomiędzy stronami. W praktyce oznacza to koniec sporu, przynajmniej jeśli chodzi o żądania Sapkowskiego do zapłaty przez CD PROJEKT 60 milionów. Treść porozumienia nie zostanie opublikowana ? dowiadujemy się z oficjalnego komunikatu giełdowego. Przyczyną tego są zawarte w umowie zobowiązania stron do zachowania poufności oraz tajemnice przedsiębiorstwa, podlegające prawnej ochronie. Można więc jedynie domyślać się co zawiera i czym objęta jest ugoda. Zapewne spółka zabezpieczyła się w niej na tyle dobrze, żeby sytuacja taka jak ta nigdy się nie powtórzyła. Niemalże pewnym scenariuszem jest istnienie zapisu umownego, w którym Andrzej Sapkowski porzuca wszelkie roszczenia związane z dochodzeniem dodatkowego wynagrodzenia za przekazanie spółce praw do świata Geralta. Oczywiście zawarcie takiego porozumienia nie nastąpiło nieodpłatnie. W takich przedsięwzięciach negocjacje pomiędzy stronami sporu w znacznej mierze będą opierały się na ustaleniu kwoty i benefitach jakie uzyska każdy uczestnik. Często wynegocjowanie dodatkowego pola eksploatacji, jednego z pozoru błahego zapisu umowy czy porozumienia może zapewnić producentowi kolosalne benefity i to nie tyle te finansowe.

Z raportu dowiadujemy się też o zapisach porozumienia, które nadają CD PROJEKT nowe uprawnienia do eksploatacji serii gier, komiksów oraz merchandisignu dotyczącego Uniwersum Wiedźmina. Wynegocjowanie i nabycie praw do  tych elementów to rozsądny krok ze strony polskiej spółki, szczególnie że w jednym ze swoich raportów zapowiedziała kontynuację prac nad serią Wiedźmina.

Wilk syty i owca cała

Zawiązane porozumienie okazało się ogromnym sukcesem i to nie tylko dlatego, że zakończyło jeden z większych sporów w świecie gier wideo.

Sapkowski otrzymał to czego oczekiwał ? wynagrodzenie, którego domagał się na podstawie art. 44 PrAut, CD PROJEKT pozbyło się problemu, co w rezultacie spowodowało znaczny wzrost notowań spółki na giełdzie. Kurs akcji na zamknięciu w piątek 20.12 wyniósł aż 270,10 zł, co przekłada się na najwyższą jak do tej pory wartość twórcy The Witchera czy Cyberpunka ? niemalże 26 mld zł. Warto nadmienić, że rok temu w tym okresie kurs spółki wahał się w okolicy 150 zł.

Dobrym posunięciem CD PROJEKT było też opublikowanie komunikatu w tak wyczekiwany dla wszystkich fanów sagi dzień premiery serialu. Z pewnością rynek książek, serialu i gier z Geraltem w roli głównej przeżywa teraz prawdziwy rozkwit.

Wracając do zagadnień prawa autorskiego, znowu  na świecie i chyba pierwszy raz na tak dużą skalę w Polsce została pokazana siła copyrights-ów. Żądania Pana Sapkowskiego, które dla wielu wydawały się być pozbawione podstaw i nad wyraz wygórowane, zostały najprawdopodobniej w pewnej części spełnione. Co mogłoby się stać, gdyby sprawa znalazła się w sądzie? Ciężko ocenić z perspektywy tego co wydarzyło się w piątek. Na pewno medialne doniesienia o procesie nie stawiałyby w dobrym świetle żadnej ze stron sporu. Postępowanie sądowe mające za cel rozstrzygnięcie, czy autorowi książek o Wiedźminie należy się dodatkowe wynagrodzenie byłoby jednak dla wszystkich zainteresowanych prawem autorskim ciekawym ?study case?, mogącym mieć odbicie w późniejszych procesach, mających za podstawę art. 44 pr. aut.

Sprawa Sapkowskiego i CD PROJEKT jest pomimo tego dobrą lekcją dla wszystkich korzystających z owoców gałęzi prawa autorskiego. Odpowiednie skonstruowanie umowy licencyjnej czy przenoszącej prawa autorskie to podstawa, która może znacząco ograniczyć późniejsze konflikty. Należy jednak zawsze mieć na uwadze fakt, że to autor na gruncie ustawy jest chroniony w szerszy sposób.

Mam jednak nadzieję, że nowy serial, który także opiera się na prawach Sagi Wiedźmińskiej nie przyniesie już takich niespodzianek, a  strony tego porozumienia wyciągnęły bagaż doświadczeń, który pozwoli zrównoważyć i chronić zarówno prawa autorskie twórców jak i interesy producentów utworów zależnych.

A Ty, co o tym wszystkim sądzisz? Daj znać w komentarzu jak oceniasz takie rozwiązanie i co uważasz o zakończonym sporze.

Skoro rok się już kończy, życzę Tobie spełnienia marzeń w nadchodzącym 2020 🙂

Andrzej Sapkowski w sporze z CD Projekt

Robert Ratajczak04 października 201812 komentarzy

Trzy dni temu, w poniedziałek, na początek tygodnia gruchnęła wiadomość, która jak komentują niektórzy, będzie tematem roku w dziedzinie praw autorskich. Chyba coś w tym jest ponieważ temat jest bardzo szeroko komentowany, również wśród prawników.

Otóż okazało się, że Andrzej Sapkowski, twórca Wiedźmina wezwał CD Projekt SA do zapłaty 60 milionów złotych tytułem uzupełniającego czy też dodatkowego wynagrodzenia za przekazanie praw do adaptacji Wiedźmina na ekrany konsol i komputerów. Wezwanie datowane jest na 27 września, niemniej jednak na światło dzienne wypłynęło ono w poniedziałek 2 października.

Zachęcam Ciebie do zapoznania się z wezwaniem do zapłaty oraz raportem spółki na ten temat.

W poniedziałek kontaktowała się ze mną w tej sprawie Wirtualna Polska, tekst z moim komentarzem na ten temat możesz przeczytać w tym miejscu

Ok, to tyle chronologii i faktów, a jak sprawa wygląda od strony merytorycznej?

Andrzej Sapkowski czy CD Projekt kto ma rację ?

Teoretycznie sprawa wygląda następująco: w razie rażącej dysproporcji między wynagrodzeniem twórcy a korzyściami nabywcy autorskich praw majątkowych lub licencjobiorcy, twórca może żądać stosownego podwyższenia wynagrodzenia przez sąd. Tak mówi przepis (art. 44 PrAut). Na ten przepis powołali się pełnomocnicy Andrzeja Sapkowskiego. Czy słusznie ?

Ideą tego przepisu jest umożliwienie twórcy żądania zmiany pierwotnie ustalonego wynagrodzenia umownego z uwagi na szczególnie nieproporcjonalne korzyści osiągane przez jego kontrahenta. Jest to więc narzędzie za pomocą którego, w założeniu, bronić należy ekwiwalentności świadczeń stron umów prawnoautorskich, tak aby nie było sytuacji takiej gdzie świadczenie jednej strony jest nieproporcjonalne do świadczenia drugiej strony.

Bardzo ważne w tej całej zabawie jest to, że nie można tej zasady i uprawnienia wyłączyć umownie. Takie wyłączenie będzie nieważne.

Kiedy można domagać się takiego wynagrodzenia? W przypadku rażącej dysproporcji, a więc takiej która rzuca się w oczy, jest oczywista i obiektywnie bezsporna.

Warto pamiętać jeszcze o jednej kwestii, o której musisz bezwzględnie pamiętać – w razie stwierdzenia rażącej dysproporcji stosowanie omawianego przepisu nie jest zależne od ustalenia przyczyn tej dysproporcji. Nie ważne jest więc dlaczego doszło do rażącej dysproporcji, istotny jest sam fakt ustalenia jej istnienia. O tym fakcie 90% internetu zdaje się zapominać, lub po prostu nie wiedzieć o tym. Nie brak przecież głosów, że twórca sam jest sobie winien ponieważ chciał szybkie ryczałtowe wynagrodzenie ponieważ nie docenił potencjału produktu, i jawnie w zasadzie kpi z przemysłu gier komputerowych, więc o co teraz chodzi prawda ?

Dzień po opublikowaniu przez CD Projekt wezwania twórcy, w sieci pojawił się wywiad z mec Piotrem Schramm. Polecam ci jego lekturę.

Z lektury wywiadu wywnioskować można, że:

  1. CD Projekt proponował kilkukrotnie twórcy inne zasady wynagradzania, co sam twórca przyznał,
  2. dzisiejszy sukces gry jest w znacznej mierze efektem pracy i nakładów finansowych CD Projekt,
  3. wezwanie doprowadziło do spadku kursu akcji na giełdzie, i w związku z tym zasadne jest roszczenie do twórcy w tym zakresie

Oczywiście nie znamy szczegółów współpracy Andrzeja Sapkowskiego z CD Projekt, nie znamy faktów nt tego ile umów zawarto, i jakie zasady wynagradzania przyjęto. To fakt. Czy to może mieć znaczenie? Według mnie tak ale jedynie w zakresie ewentualnego zarzutu CD Projekt nadużycia prawa przez twórcę, co skutkować by mogło całkowitym oddaleniem powództwa. Skoro bowiem – przyjmijmy – CD Projekt od początku oferował twórcy model udziału w zyskach, choćby przez określony czas, a twórca – przyjmijmy – zdecydowanie tą opcję odrzucał, to o co chodzi w chwili obecnej prawda ? Oddalenie jednak powództwa na tej zasadzie, jest….cóż, według mnie mało prawdopodobne, właśnie na tej podstawie, że nie ważne jest więc dlaczego doszło do rażącej dysproporcji, istotny jest sam fakt ustalenia jej istnienia.

Kto jest ojcem sukcesu Wiedźmina? W przeważającej części oczywiście CD Projekt. To fakt. Faktem jest też to, że Wiedźmin nie jest samograjem, co słusznie zauważył mec Schramm. Z drugiej jednak strony czym byłaby ta gra bez Geralta i całego uniwersum Wiedźmina ? Jakie ma to znaczenie? Żeby ustalić jakie wynagrodzenie należy się twórcy trzeba będzie zliczyć wszystkie profity CD Projekt, które nawet przy uwzględnieniu wysokich kosztów i nakładów są niebotyczne jak na polskie realia i odnieść te wartości do uzyskanego wynagrodzenia twórcy. Ale w tym zakresie nie należy się ograniczać tylko do wynagrodzenia sensu stricto, czyli tego co uzyskał twórca ale także wziąłbym pod uwagę to jak bardzo gry CD Projekt rozpowszechniły uniwersum Wiedźmina na całym świecie, to na ile przełożyło się to na wzrost liczby wydań powieści twórcy czy tez liczby przekładów do innych krajów.

Ostatni pomysł o którym mowa w wywiadzie – tj wezwanie twórcy do zapłaty odszkodowania wynikającego z utraty wartości giełdowej spółki na skutek zgłoszenia przez Andrzeja Sapkowskiego roszczenia jest nie do przeforsowania według mnie. Mówię tu o realnej możliwości przewalczenia takiego roszczenia. Jedyną szansą uzyskania takiego odszkodowania od twórcy byłoby podniesienie roszczenia mimo oczywistego braku podstaw faktycznych i prawnych. Te, na chwilę obecną wydaje się że istnieją. Podstawa prawna jest. Dysproporcja wynagrodzenia vs korzyści jest. Czy jest ona rażąca – cóż to wyjaśni biegły, ale obawiam się że więcej jest argumentów za niż przeciw takiej tezie.

Na razie czuję się wśród komentujących odosobniony w ocenie szans Andrzeja Sapkowskiego, ale coś mi mówi że mimo fali hejtu jaka się wylała na Andrzeja Sapkowskiego (co zresztą jest niestety w sieci typowe) mam przeczucie że dojdzie do zawarcia ugody, co zresztą we wczorajszym wywiadzie prezes CD Projekt – Andrzej Kiciński, na końcu wywiadu sygnalizuje. Spór się po prostu spółce nie opłaca. Nie znając, tak jak pisałem, umów i tego jak często one były z twórcą zawierane, ten case jest dobrym przykładem, że w interesie obu stron jest ustalenie wynagrodzenia twórcy przy uwzględnieniu ewentualnego zastosowania w przyszłości art. 44 PrAut.

Będę śledził ten spór i na bieżąco Ciebie informował na blogu.

A co Ty o tym sądzisz ?

Jakub Różalski | wywiad | prawa autorskie

A Lonely Wolf | Jakub Różalski

Witaj!,

tak jak pisałem Ci ostatnio, obiecałem niebawem wywiad z Jakubem Różalskim, znanym jako mr_werewolf.  Tak więc proszę bardzo, miłej lektury 🙂

Jakub Różalski | wywiad

Witaj Jakub, cieszę się, że udało nam się zorganizować ten wywiad. Nie ukrywam, że od dłuższego czasu obserwuję Twoją twórczość i muszę powiedzieć, że robisz świetną robotę, czy miałeś to coś od samego początku czy też Twoja twórczość ewoluowała do kierunku którym podążasz obecnie?

Witam! Bardzo dziękuję za miłe słowa. Czy miałem „to coś” od początku, no nie wiem, nie sądzę… maluję i rysuję od zawsze, odkąd pamiętam, natomiast oczywiście to jak to dzisiaj wygląda to raczej lata ciężkiej pracy, wytrwałości i poświęceń. No ok, z tym poświęceniem to przesadziłem, malowanie i tworzenie niebanalnych opowieści to moja największa pasja, coś co sprawia mi największą przyjemność i daje najwięcej satysfakcji. Pewnie właśnie dla tego wciąż to robię i jest to mój sposób na życie.

Wielu z nas lubi kontrasty i historie – opisz proszę, co robiłeś w 2010 roku i jak to się ma do Twojego obecnego zajęcia ?

W roku 2010 wciąż pracowałem jako Projektant w największej rodzimej firmie jubilerskiej. Dodatkowo pracowałem jako freelancer i ilustrator przy różnych projektach. Zawodowo od zawsze związany jestem ze sztuką i szeroko-pojętą kreacją, natomiast dopiero kilka lat temu udało mi się osiągnąć taką pozycję i komfort zawodowy, że mogę całkowicie skupić się na własnych, autorskich, projektach i w 100% decydować o tym co i jak chcę robić.

Muszę przyznać, że nigdy prędzej nie widziałem tak unikatowego połączenia, z jednej strony motywy z historii Polski, wiejskie krajobrazy, z drugiej strony bardzo futurystyczne mechy, Skąd i kiedy pojawił się u Ciebie pomysł stworzenia uniwersum 1920+ ?

Jak już wielokrotnie wspominałem w wywiadach, w świecie 1920+ połączyłem po prostu wszystko co mnie zawsze fascynowało i inspirowało. Historię, fantastykę, dzieciństwo spędzone na wsi i w górach, klasyczne malarstwo i ogromne machiny bojowe. Tylko te mechy, czyli te ogromne machiny kroczące w alternatywnym świecie 1920+ nie są futurystyczne. To masywne, powolne, napędzane silnikiem diesla i bardzo zawodne maszyny… przypominają one i są inspirowane pierwszymi czołgami i pociągami pancernymi z czasów Wielkiej Wojny. Uwielbiam dziką przyrodę, wiejskie krajobrazy, otwarte przestrzenie, kontrastowanie tego z agresywną techniką i postępującą cywilizacją.

Czy możesz opowiedzieć skąd wziął się u Ciebie pomysł na stworzenie drugiego uniwersum Wolfpack ?

Uwielbiam wilkołaki i mroczne fantasy. Zawsze chciałem stworzyć jakąś opowieść osadzoną w średniowiecznej Polsce i okolicach, ale z motywami fantasy. Demoniczni Krzyżacy, pogańskie wilkołaki, konflikt dwóch cywilizacji… wszystko to ma podobną genezę jak 1920+. Dzieciństwo spędzone w lasach, Sienkiewicz, fascynacja historią, mitami i ludowymi legendami.

Czy często dostajesz zapytania z zagranicy nt. aspektów historycznych naszego kraju związanych z Twoimi pracami ?

Tak dość często, praktycznie w każdym wywiadzie jestem o to pytany.

W sieci można przeczytać, że pracowałeś przy projekcie Kong: Wyspa Czaszki, czy to prawda i możesz nam przybliżyć czym się zajmowałeś ?

Tak to prawda. Pracowałem we wczesnej fazie pre-produkcyjnej przy tworzeniu wizji artystyczne filmu jako artysta koncepcyjny, bezpośrednio z reżyserem Jordanem Vogt-Robertesem. To była świetna przygoda i ciekawe doświadczenie, ale wolę skupiać się na realizacji własnych projektów i wizji, a nie na wizualizacji wizji innych osób.

Czy finalnie użyto Twojej pracy na potrzeby filmu ? Jak to się odbywało od strony formalnej ?

Generalnie jak wspominałem moja praca polegała głównie na tym by stworzyć podwaliny pod ogólny koncept poszczególnych scen, atmosfery i wizji artystycznej filmu. Kilka moich ilustracji można zobaczyć praktycznie przeniesionych w 1:1 w finalnej wersji filmu.

Czy mógłbym prosić o wskazanie w kilku zdaniach jak to wyglądało od strony formalnej (wykorzystanie Twoich ilustracji) – czy była umowa, czy negocjowałeś ją ?

Tak umowy oczywiście były najczęściej negocjowane, była mi przedstawiana jakaś wstępna propozycja, potem ja nanosiłem swoje poprawki i zmiany i tak do osiągnięcia porozumienia, ale nie był to jakiś specjalnie długi czy skomplikowany proces. Kar umownych nie pamiętam, pewnie gdyby były to bym się wystraszył i nie podpisał 🙂 Oczywiście z tego typu zapisami miałem do czynienia w przypadku pracy nad Skull Island., tam jest to wszystko bardzo restrykcyjne.

Biorąc pod uwagę Twoją twórczość, wydaje się być ona wręcz stworzona dla przemysłu gier i filmu zarówno na małym jak i na dużym ekranie. Czy istotnie jest zainteresowanie tej branży Twoimi pracami ?

Myślę, że bierze się to głównie z tego, że zawsze staram się opowiadać jakieś historie poprzez moje prace i zapraszać widza do mojego własnego świata. To daje mi największą satysfakcję. Tak, mam bardzo dużo propozycji zarówno z branży gier jak i przemysłu filmowego. Obecnie powstaje pierwsza gra komputerowa osadzona i na licencji mojego świata 1920+ – Iron Harvest.

Czy jest zainteresowanie producentów np. gier FPS ?

Sprawa z grą wygląda tak, że podpisałem umowę na wyłączność, jeśli chodzi o gry komputerowe i świat 1920+, z firmą King Art Games. Czyli jeśli nawet jest takie zainteresowanie i są propozycje to nie może się to odbyć bez współudziału producenta Iron Harvest. Oczywiście wysokiej jakości gra FPS to zupełnie inne budżety niż RTS, dla tego postanowiliśmy rozpocząć od gry strategicznej osadzonej w świecie 1920+, jeśli Iron Harvets odniesie światowy sukces, na pewno zczniemy rozmowy na temat FPSa lub innej tego typu gry mogącej skupić się na odkrywaniu świata, eksploracji i opowiadaniu historii.

Jak wiesz ja zajmuje się prawem autorskim, czy możesz nam przybliżyć kiedy pierwszy raz miałeś styczność z prawem autorskim ?

Myślę, że pierwszy raz to na studiach. Potem to już raczej głównie w kwestii umów i licencji.

Kiedy podpisałeś pierwszą umowę autorską w swojej działalności ?

W roku 2014, była to umowa na grę planszową osadzoną w świecie 1920+, czyli Scythe.

Gry Scythe oraz Iron Harvest, Inny świat oraz wydany i dystrybuowany przez Amazona artbook, powiedz jak wyglądały z Twojej strony kwestie związane z Twoimi prawami autorskimi, czy stosowałeś umowy związane z prawami autorskimi, jeśli tak to jak wyglądało to od strony formalnej ?

Zarówno gra Scythe jak i Iron Harvest są osadzone w moim świecie 1920+ i na podstawie umowy licencyjnej. W tym przypadku producent płaci za moją wizję świata, bohaterów i historię, oczywiście również za obrazy i koncepcję, ale głównie chodzi o ogólną wizję artystyczną i historię, nie o jakiś konkretny, pojedynczy obraz, czy zbiór obrazów.

Czy producent płaci za wizję świata, w tym wykorzystanie już istniejącej Twojej twórczości, czy też musiałeś coś stworzyć na potrzeby gry ?

Głównie za wizję świata, historię, itd. To zależy od produktu, ale zazwyczaj również za możliwość wykorzystania istniejących obrazów i koncepcji. Zazwyczaj też tworzę potem kolejne prace na potrzeby danego produktu, ale nie dla tego, że muszę czy zmusza mnie do tego umowa, tylko dla tego, że chcę. Chcę być związany z projektem pod którym się podpisuję.

Jakie są Twoje doświadczenia związane z wydaniem Innych światów ? Chodzi mi o kwestie formalne, doświadczenie we współpracy z wydawcą ?

Doświadczenie mam bardzo dobre. Od początku wszystko było jasno ustalone. Wszystkie opowiadanie są oparte i inspirowane moimi pracami, natomiast nie jest to część żadnego ze światów które tworzę. Są to niezależne wizje autorów opowiadań. Nie chciałem komplikować kwestii praw autorskich i wizji świata. Jest to po prostu zbiór opowiadań na bazie moich obrazów, jednak wszystkie te historie nie są moje (chociaż, niektóre wizję i interpretacje sa bardzo blisko moim własnym ), należą one i zostały stworzone przez poszczególnych pisarzy, to co je łączy to właśnie moja twórczość. Taki był pomysł na tą książkę.

Czy kiedykolwiek zawarłeś umowę na przeniesienie autorskich praw majątkowych ? Jeśli nie, to dlaczego ?

Nie, nie przypominam sobie, jedynie umowy licencyjne?

Czy możesz pokrótce wyjaśnić czytelnikom dlaczego umowy przenoszące nigdy nie wchodziły w grę ?

Ciężko powiedzieć, po prostu nikt mi wcześniej takiej umowy nie proponował.

Jak z Twojego punktu widzenia podchodzi się do kwestii praw autorskich i ogólnie własności intelektualnej poza granicami kraju ?

Myślę, że podchodzą tam do tego, szczególnie w USA, bardzo poważnie. Starają się bardzo by wszystko było klarowne w tym zakresie, szczególnie jeśli chodzi o wizję i sam pomysł. Nie mogę oczywiście powiedzieć, że jestem jakimś ekspertem, podpisałem raptem kilka umów, głównie licencyjnych. Czy te umowy są negocjowalne? Czy sa obszerne? Tak umowy były negocjowane, nie są specjalnei obszerne, ale zależy to też od produktu. Na przykład umowa na grę komputerową jest znacznie bardziej skomplikowana i obszerna niż ta na grę planszową, umowa na książkę była też bardzo prosta.

Jakiego rodzaju licencji udzielasz osobom, które kupują od Ciebie cyfrowe reprodukcje Twoich prac ?

Nie sprzedaję cyfrowych reprodukcji moich prac. Oczywiście dzieje się tak w przypadku gier czy innych „poważniejszych” produktów, ale tam chodzi o licencję i prawa do wykorzystania świata, a za tym idzie wykorzystanie prac osadzonych w danym świecie. Najczęściej jest to „licencja na wyłączność” w danej branży, np. gry komputerowe, gry planszowe, itd.

Czy w związku z otrzymywanymi czasami zleceniami na stworzenie czegoś na zamówienie, podpisujesz w tym zakresie umowy ?

Ostatnie zlecenie dla osób trzecich to była praca nad Skull Island i była to końcówka roku 2014… od tego czasu, szczególnie po ogromnym sukcesie Scythe,  mam to szczęście, że mogę skupić się wyłącznie na moich własnych projektach, nie wykonuję prac na zlecenie.

Dzisiaj niewątpliwie trzeba być w sieci by być zauważonym, by móc pokazywać swoją twórczość i trafiać z nią do jak najszerszego grona odbiorców, to duża szansa i ułatwienie ale też częściowo utrata kontroli nad swoimi zbiorami, czy możesz nam opowiedzieć czy borykasz się z kradzieżą Twoich prac w sieci ?

To prawda. Po prostu akceptuję ten fakt i nie walczę z tym. Wiem, że moje prace są wykorzystywane w wielu miejscach i przez różne osoby a nawet firmy, ale nie widzę sensu by z tym walczyć, tak po prostu jest i będzie. Internet jest ogromny niesie ze sobą wiele dobrego, ale i wiele złego.

Z doświadczenia wiem, że podmioty naruszające prawa autorskie można podzielić na dwie grupy ? użytkownicy indywidualni, przysłowiowy Kowalski oraz biznes, jak to wygląda u Ciebie ?

Tak, były to głównie firmy, które wykorzystywały moje prace w swoich reklamach. Wiem, że kilka razy zajmowały się tym kancelarie prawne moich partnerów biznesowych, ja nie nigdy się tym nie zajmowałem osobiście.

Czy miałeś do czynienia z kopiowaniem swoich prac przez osoby trzecie ?

Wiele razy. Często nawet dostaję bezpośrednio linki gdzie ludzie pokazują obrazy, które są po prostu dość słabą kopią moich prac. Czasami wiszą one gdzieś na ścianach w jakiś klubach w Indiach czy Chinach. Uważam, że to dość zabawne. Często też widzę jak młodzi artyści kopiują moje prace, nie widzę w tym nic złego, raczej jest to powód do dumy.

Czy miałeś jak dotąd takie przypadki żeby podejmować jakieś kroki prawne w sytuacjach gdy wiesz, że doszło do naruszenia Twoich praw?

Tak jak wspominałem ja osobiście nigdy tego nie robiłem, natomiast wiem, że moi partnerzy biznesowi kilka razy podejmowali takie kroki.

Jakie jest Twoje zdanie nt regulacji prawnych związanych z własnością intelektualną w naszym kraju ? Czy nasze przepisy są w tym zakresie uciążliwe gdyż dochodzenie sprawiedliwości w tego typu sprawach jest dość skomplikowane czy też nie, bo np. nie trzeba rejestrować nigdzie swoich praw autorskich ?

Jeśli mam być szczery nigdy o tym nie myślałem. Staram się raczej skupiać na malowaniu i tworzeniu własnych światów i opowieści, kwestie takie jak prawo czy księgowość zostawiam specjalistą. Mnie te tematy przerastają.

Czy spotkałeś się kiedyś z tym, że musisz zarejestrować swoje prawa autorskie na zagranicznym rynku, po to by móc w pełni tam chronić swoje prawa ?

Nie, nigdy. Myślę, że w przypadku tego co robię byłoby to bardzo trudne, praktycznie niemożliwe.

Czy zastanawiałeś się kiedyś nad rejestracją znaku towarowego ?

Tak, ale ostatecznie zrezygnowałem, uznałem że nie jest to tak ważne w kontekście mojej pracy. Nie wykluczam natomiast, że zrobię to w przyszłości.

Czy twoim zdaniem warto zadbać o zabezpieczanie swoich praw autorskich?

Z pewnością, chociaż w przypadku malarstwa nie jest to takie łatwe do zdefiniowania. Dla tego ja skupiam się głównie na zabezpieczeniu ogólnej wizji, historii i pomysłów na światy które tworzę, nie konkretnych prac czy obrazów.

Ostatnio na Twoim profilu na instagramie widać że bywasz w LA. Czy masz jakieś najbliższe plany zawodowe które możesz zdradzić ?

To prawda. Byłem tam na zaproszenie i na rozmowach związanych z produkcją filmową osadzoną w moim świecie 1920+… na razie nie mogę powiedzieć nic więcej, ale proszę trzymać kciuki 🙂

Dziękuję Ci bardzo za wywiad 🙂

Dziękuję również.

*****

Mam nadzieję, że wywiad był dla Ciebie interesujący 🙂 Mam nadzieję, że następny wywiad będzie także zamieszczony w formie audio. Poniżej zamieszczam parę linków do twórczości Jakuba i produktów opartych na jego twórczości:

Do następnego razu 🙂

Odpowiedzialność za wady programów komputerowych cz.1

The Ancients | Jakub Różalski

Dość duża część mojej praktyki zawodowej opiera się na obsłudze przedsiębiorców z branży IT.

Tym samym, jako osoba zajmująca się obsługą wykonawców w branży IT dość często spotykam się z kwestią odpowiedzialności za wady programów komputerowych, rzekome albo rzeczywiste. Sytuacje są różne, ale w dużym uproszczeniu można je sprowadzić do dwóch schematów: albo jest to faktyczny problem zgłoszony przez zamawiającego, albo jest to tzw. miękka metoda negocjacji warunków zamówienia (czyli pokazujemy problem ale z drugiej strony negocjujemy np. nowe warunki zamówienia). Tak czy owak, temat niezwykle ciekawy, i mam nadzieję, że wiedza przekazana na moim blogu pomoże Ci kiedyś w kryzysowej sytuacji.

W dzisiejszym wpisie, przedstawię Ci jak wygląda kwestia odpowiedzialności wykonawcy na gruncie ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Odpowiedzialność za wady oprogramowania a prawo autorskie.

Punktem wyjścia jest analiza przepisu art. 55 PrAut, którego ustęp 1 brzmi następująco:

Jeżeli zamówiony utwór ma usterki, zamawiający może wyznaczyć twórcy odpowiedni termin do ich usunięcia, a po jego bezskutecznym upływie może od umowy odstąpić lub żądać odpowiedniego obniżenia umówionego wynagrodzenia, chyba że usterki są wynikiem okoliczności, za które twórca nie ponosi odpowiedzialności. Twórca zachowuje w każdym razie prawo do otrzymanej części wynagrodzenia, nie wyższej niż 25% wynagrodzenia umownego.

W ustępie 1 jest mowa o zamówionym utworze. Tutaj pojawiają się schody, otóż nigdzie w ustawie nie znajdziemy definicji zamówionego utworu. Pytanie więc czy przepis ten stosujemy do:

  1. utworów przyszłych i zamówionych, czy może też / lub do
  2. utworów już istniejących ?

Ratio legis tego przepisu wskazuje, że raczej mowa w tym przypadku o opcji a) czyli oprogramowaniu które dopiero ma powstać. Jest to poniekąd logiczne biorąc pod uwagę fakt że tworzymy coś pod klienta, na jego potrzeby, zamówienie zaś jest poprzedzone audytem potrzeb klienta i stosowną analizą. Nie chodzi więc o masowe rozwiązanie boxowe. Do kategorii utworów przyszłych zaliczamy także modyfikacje już istniejących programów komputerowych, które na zamówienie są następnie modyfikowane bądź tworzy się moduły dodatkowe do już istniejącego produktu ? tego typu sytuacja jest częsta we wdrożeniach CRM, np. SugarCRM.

Od razu jednak trzeba wyjaśnić że ta kwestia tj do jakich utworów (przyszłych czy istniejących) ma zastosowanie przepis art. 55 ust.1 PrAut jest sporna. Możesz znaleźć głosy za 1 i 2 opcją. Cóż, życie. Każdy przypadek należy rozpatrywać osobno, gdyż zdarza się że per analogia stosujemy do utworów już istniejących przepis art. 55. Ust. 1 PrAut.

Kolejną kwestią przy analizie tego przepisu a tym samym przy ustaleniu podmiotu ponoszącego odpowiedzialność za wady oprogramowania jest fakt, że musimy zwrócić uwagę na problemy związane z definicją twórcy w rozumieniu ww. przepisu. Jest to dość istotne jeśli spojrzymy na kwestie związane z ustaleniem podmiotu ponoszącego odpowiedzialność za wady oprogramowania. Oczywiście mowa tu o projektach dość złożonych, nie o prostym zamówieniu gdzie za powstanie oprogramowania odpowiada 1 osoba.

Na czym polega problem? Twórcą może być:

  • zarówno osoba faktycznie tworząca software,
  • pracodawca,
  • licencjobiorca który następnie dostosowuje lub dodaje coś do licencjonowanego produktu,
  • lub też w końcu może być to pochodny nabywca oprogramowania.

Analizując natomiast zapisy ustawy o prawie autorskim, to twórcą sensu stricte może być oczywiście jedynie osoba lub osoby fizyczne. Siłą rzeczy tego statusu nie posiadają osoby prawne, nawet jeśli to one finansują lub organizują cały proces tworzenia oprogramowania.

Rynek jednak i rzeczywistość branży IT wygląda w ten sposób, że zamawiający z reguły zawierają jednak umowy z osobami prawnymi, a więc większymi podmiotami które mają odpowiednie zaplecze finansowe, kadrowe i technologiczne by sprostać zamówieniu.

Ja szczerze mówiąc, nie widzę innej możliwości niż takiej by za twórcę w rozumieniu tego przepisu uznać również do umów zawartych z podmiotem praw autorskich a nie tylko z rzeczywistym fizycznym twórcą.

Z punktu widzenia praktyki i wykładni pojęcia twórcy w rozumieniu art. 55 ust. 1. PrAut możemy rozróżnić dwie najczęściej występujące sytuacje:

  • do zawarcia umowy dochodzi z pracodawcą twórcy/twórców
  • do zawarcia umowy dochodzi z podmiotem współpracującym z twórcami na innych zasadach niż w oparciu o umowy o pracę.

Wykonanie oprogramowania w ramach stosunku pracy

Tutaj sytuacja jest bardziej klarowna. A więc mowa o najczęstszej sytuacji kiedy zamawiający zawiera umowę o stworzenie oprogramowania z np. osobą prawną.

Zgodnie z art. 74 ust. 3 pr aut autorskie prawa majątkowe do programu komputerowego nabywa pracodawca twórcy, jeśli do powstania programu doszło w związku z wykonywaniem obowiązków ze stosunku pracy. Nabycie jest tutaj automatyczne w tym znaczeniu, że nie jest wymagana żadna aktywność pracodawcy, złożenie oświadczenia czy cokolwiek innego.

Z praktycznego punktu widzenia zwrócić należy uwagę na fakt, że bardzo dużą wagę należy przyłożyć do precyzyjnego określenia zakresu obowiązków wynikających ze stosunku pracy. Musi z niego wynikać obowiązek tworzenia oprogramowania. Te kwestie wykładane są bowiem w sporach sądowych bardzo wąsko, tym samym próby udowodnienia że mimo braku stosownych wpisów w umowie o prace albo innych dokumentach związanych ze stosunkiem pracy, że dany pracownik jednak tworzył też software jest skazane na niepowodzenie. Sam biorę udział w  takim procesie, gdzie powód miał dwojakiego rodzaju relację ze swoim pracodawcą, strony zawarły bowiem umowę o pracę ale także pracownik wykonywał na rzecz pracodawcy inne czynności w ramach prowadzonej działalności gospodarczej. Ostatecznie stronie pozwanej nie udało się wykazać, że nabyła autorskie prawa majątkowe do wytworzonego oprogramowania.

Powyższe plus fakt, że autorskie prawo osobiste do integralności utworu w przypadku programów komputerowych zostało przekształcone w autorskie prawo majątkowe (na co wskazuje art. 74 ust. 4 pkt 2 PrAut), powoduje, ze pracodawca jest uprawniony do usuwania usterek programu komputerowego bez konieczności uzyskiwania zgody twórcy a więc swojego pracownika.

Wykonanie oprogramowania w ramach innych stosunków prawnych 

Inaczej sytuacja wygląda gdy faktycznym twórcą lub twórcami oprogramowania są osoby wykonujące pracę dla wykonawcy, ale nie na podstawie stosunku pracy lecz na innej podstawie. W kontekście sytuacji na rynku pracy w branży IT, są to sytuacje raczej rzadsze niż częstsze, niemniej jednak występują one w rzeczywistości.

Tutaj sytuacja wykonawcy się komplikuje. Tym samym wykonawca powinien pamiętać o następujących kwestiach:

  1. należy zwrócić uwagę na zakres nabywanych praw majątkowych. Otóż w dobrze pojętym interesie wykonawcy jest by w umowie ze swoimi współpracownikami nabył prawa majątkowe w całym zakresie art. 74 ust. 4 pkt 1-3. Wynika to z faktu, że dokonywanie zmian w oprogramowaniu jest związane z jego zwielokrotnianiem, a o tym często się zapomina,
  2. po drugie, w sytuacji kiedy zmiany w oprogramowaniu mają charakter twórczy to pojawia się problem z tzw. opracowaniem utworu, a w tym zakresie rozporządzanie i korzystanie z takiego utworu zależnego wymaga już zgody twórcy oprogramowania pierwotnego. Tym samym wykonawca w umowie ze swoim współpracownikiem powinien dążyć do jak najszerszego nabycia w jak najszerszym zakresie zezwolenia od twórcy na wykonywanie prawa zależnego. Tego problemu nie ma w sytuacji gdy zmiany w oprogramowaniu nie mają charakteru twórczego.

W następnym wpisie będę kontynuował ten wątek, jak widzisz temat jest bardzo obszerny, a ledwie rozpoczęliśmy 🙂

Więcej o IT na blogu możesz poczytać w poniższych linkach:

Tak jak zauważyłeś dzisiejszy wpis firmuje świetny obraz Jakuba Różalskiego pt The ancients pochodzący ze strony Jakuba